— Ale pan jest, panie profesorze — zaprotestował Feldman z żarliwym przekonaniem. — Słuchałem wszystkich pańskich wykładów. Nie roszczę sobie pretensji do zrozumienia nawet dziesiątej części tego, co pan mówił. Symbolika matematyki nie jest dla mnie niczym, zamknięta księga, lecz wszystkie te zasady unifikacji…

— Proszę pana… — zaczął Meyer.

— Nie, proszę mi pozwolić mówić, profesorze — nastawał Feldman. — Podjął pan dzieło, gdzie najwybitniejsi je porzucili. Nikt inny nie potrafiłby go ukończyć, tylko pan! Nikt inny! Trzeba było absolutnie zapewnić panu kilka dodatkowych lat, wszelkimi środkami, jakimi wiedza może dysponować! Ubolewam tylko nad tym, że nie dało się dla pańskiej inteligencji wynaleźć godniejszej powłoki. Nie doszliśmy niestety jeszcze do możliwości eksperymentowania z innym ciałem ludzkim, a musieliśmy wyłączyć pierwotniaki…

— To nie ma żadnego znaczenia! — zapewniał Meyer. — Liczy się jedynie inteligencja. Jestem jeszcze trochę odurzony…

— Przypominam sobie pański ostatni wykład na uniwersytecie — ciągnął Feldman. — Sprawiał pan wrażenie takiego starca, profesorze! Chciało mi się płakać…! Patrzeć na pańskie ciało, tak zmęczone…

— Może pan się napije, profesorze? — spytał Cassidy, podając mu szklankę.

Meyer uśmiechnął się lekko.

— Obawiam się, że w mojej nowej postaci nie bardzo się nadaję do korzystania z naczynia tego rodzaju. Może lepsza byłaby jakaś miseczka…

— To prawda! — przyznał Cassidy. — Miskę dla profesora proszę… Mój Boże! Mój Boże!…

— Zechce pan wybaczyć, profesorze — usprawiedliwiał się Feldman. — To był jednak dla nas olbrzymi wysiłek. Znajdujemy się w tej sali od tygodnia i żaden z nas w ciągu całego tego czasu nie spał dłużej niż cztery godziny. O mało nie straciliśmy pana, profesorze…

— Jest miska! Spodeczek pana profesora podany! powiedział Lupowicz. — Czego się pan napije, profesorze? Mamy whisky.



3 из 5