
— Musimy posłać maga na Kontynent Przeciwwagi — wyjaśnił Ridcully. — I musimy to załatwić do podwieczorku. Ktoś poprosił o Wielkiego Magusa i wychodzi na to, że musimy jakiegoś wysłać. Tyle że piszą to przez dwa „g”: Maggus.
— Uuk?
— Słucham, bibliotekarzu?
Bibliotekarz Niewidocznego Uniwersytetu, który drzemał z głową opartą o stół, wyprostował się gwałtownie. Potem odsunął krzesło i wściekle machając rękami dla zachowania równowagi, wybiegł, kołysząc się na krzywych nogach.
— Pewnie przypomniał sobie o nieoddanej książce — stwierdził dziekan. Zniżył głos. — Przy okazji, czy tylko ja uważam, że małpa w gronie profesorskim nie poprawia wizerunku naszej uczelni?
— Tak — odparł chłodno Ridcully. — Tylko ty, dziekanie. Mamy jedynego bibliotekarza, który nogą potrafi wyrwać rękę. Ludzie umieją to uszanować. Nie dalej jak parę dni temu szef Gildii Złodziei pytał, czy nie moglibyśmy zmienić w małpę ich bibliotekarza. Poza tym on jeden z was wszystkich, leniuchy, jest aktywny dłużej niż godzinę dziennie. Zresztą…
— W każdym razie ja uważam, że to krępujące — upierał się dziekan. — W dodatku on nie jest normalnym orangutanem. Czytałem w książce. Piszą tam, że dominujący samiec powinien mieć wielkie twory skórne po obu stronach twarzy. Czy on ma twory skórne? Nie wydaje mi się. I jeszcze coś…
— Przestań marudzić, dziekanie — przerwał mu Ridcully. — Bo nie wyślę cię na Kontynent Przeciwwagi.
— Nie rozumiem, dlaczego zgłoszenie w pełni uzasadnionych… Co?
— Proszą o Wielkiego Magga — wyjaśnił nadrektor. — A ja od razu pomyślałem o tobie.
Jako jedynym znanym mi człowieku, który potrafi siedzieć na dwóch krzesłach równocześnie, dodał w myślach.
— Do Imperium Agatejskiego? — pisnął dziekan. — Ja? Przecież oni nienawidzą cudzoziemców!
— Ty też. Powinieneś świetnie sobie poradzić.
— To sześć tysięcy mil! — Dziekan spróbował innego argumentu. — Wszyscy wiedzą, że nie da się dotrzeć tak daleko tylko z pomocą magii.
