— Au!

— Nie nie nie nie nie nie nie nie! Moja babcia staruszka lepiej by sobie poradziła. Patrz na mnie. Podchodzisz sprężystym krokiem, kładziesz dłoń na ramieniu dla zachowania kontroli… no już, rób, co mówię… a potem elegancko…

— Au!

— Czy ktoś może mi powiedzieć, co Wilkins zrobił źle?

Boggis zaczął na Wilkinsie demonstrować bardziej wyrafinowane frazy głównej perkusji. Tymczasem ofiara odczołgała się, niezauważona przez nikogo prócz magów.

Podniosła się chwiejnie i pobrnęła przed siebie ulicą. Poruszała się jak zahipnotyzowana.

— On płacze — zauważył dziekan.

— Nic dziwnego — powiedział nadrektor. — Ale dlaczego równocześnie się uśmiecha?

— Zdziwniej i zdziwniej — stwierdził pierwszy prymus.

Posiniaczona, a możliwe że i otruta postać skierowała się na powrót do bramy Niewidocznego Uniwersytetu. Magowie szli za nią.

— Na pewno chodziło ci o „dziwnie i coraz dziwniej”, prawda? A nawet wtedy nie ma to właściwie sensu.

Postać minęła bramę, ale tym razem chwiejnie przeszła przez korytarz do biblioteki.

Bibliotekarz już czekał. Trzymał — z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy, a orangutany naprawdę potrafią wyrazić zadowolenie — pognieciony kapelusz.

— Zadziwiające — uznał Ridcully. — To prawda! Mag zawsze wróci po swój kapelusz!

Postać chwyciła kapelusz, eksmitowała kilka pająków, odrzuciła smętną imitację z liści i wcisnęła go sobie na głowę.

Rincewind zamrugał, patrząc na zaskoczonych profesorów. Po raz pierwszy w głębi jego oczu błysnęło światełko, jak gdyby aż do tej chwili funkcjonował wyłącznie dzięki odruchom.

— Tego… co przed chwilą zjadłem?

— No… trzy sztuki najlepszych kiełbasek Dibblera — odparł Ridcully. — Z tym że kiedy mówię „najlepsze”, chodzi mi o „najbardziej typowe”, to chyba jasne?



24 из 292