— McSzfeeneyowie? — zdziwił się Offler.

— Ród bardzo stary i szacowny — zapewnił Los.

— Aha.

— I teraz walczą między sobą o imperium — stwierdził Los. — Bardzo dobrze. Którymi chcesz zagrać?

Pani spojrzała na rozwiniętą przed nimi historię.

— Hongowie są najpotężniejsi — zauważyła. — Nawet w czasie naszej rozmowy opanowali kolejne miasta. Widzę, że Los gotuje im zwycięstwo.

— Zatem, bez wątpienia, wybierzesz słabszy ród.

Los znowu skinął ręką. Pojawiły się figury i pionki. Zaczęły poruszać się na planszy, jakby posiadały własne życie. Naturalnie, tak właśnie było.

— Jednakże — rzekł — zagramy bez kostek. Nie ufam ci przy kostkach. Rzucasz je tam, gdzie ich nie widzę. Zagramy stalą, taktyką, polityką i wojną.

Pani kiwnęła głową.

Los przyjrzał się swojej przeciwniczce.

— Twój ruch? — zapytał.

Uśmiechnęła się.

— Już go wykonałam.

Spuścił wzrok.

— Ale nie widzę twoich figur na planszy.

— Nie ma ich jeszcze na planszy — odparła.

Rozprostowała palce.

Na dłoni miała coś czarno-żółtego. Dmuchnęła na to, a wtedy rozłożyło skrzydełka.

To był motyl.

Los zawsze wygrywa…

Przynajmniej kiedy ludzie trzymają się zasad.


* * *

Według filozofa Ly Tin Wheedle’a największą obfitość chaosu można znaleźć tam, gdzie szuka się porządku. Chaos zawsze pokonuje porządek, gdyż jest lepiej zorganizowany.


* * *

To motyl burz.

Skrzydełka ma nieco bardziej wystrzępione niż u pospolitych motyli. W rzeczywistości, dzięki fraktalnej naturze wszechświata, oznacza to, że te postrzępione brzegi są nieskończone — tak jak nieskończona jest dowolna linia brzegowa, mierzona z ostateczną, mikroskopową dokładnością. A jeśli nawet nie, to przynajmniej jest tak bliska nieskończonej, że w pogodne dni można stamtąd zobaczyć samą Nieskończoność.



3 из 292