
Nadrektor wstał i otrzepał kolana.
— Oho — powiedział, widząc zbliżającą się niewysoką postać. — Jest już ogrodnik z drabiną. Dziekan wisi na żyrandolu, Modo.
— Zapewniam, że jest mi tu całkiem wygodnie — odezwał się głos z okolic sufitu. — Może ktoś zechciałby podać moją herbatę?
— Byłem zdumiony, gdy pierwszy prymus zdołał jednak zmieścić się do kredensu — dodał Ridcully. — To niezwykłe, jak człowiek potrafi się złożyć.
— Ja tylko… sprawdzałem srebra — odpowiedział mu głos z głębin kredensu.
Bagaż uchylił wieko. Kilku magów odskoczyło gwałtownie.
Ridcully obejrzał zęby rekina powbijane tu i ówdzie w drewno.
— Zabija rekiny, mówiłeś?
— Tak — potwierdził Rincewind. — Czasami wyciąga je na brzeg i skacze po nich.
Ridcully był pod wrażeniem. W krainach pomiędzy Ramtopami, a Morzem Okrągłym myśląca grusza występuje niezwykle rzadko. Prawdopodobnie nie przetrwało już ani jedno żywe drzewo. Kilku magów miało szczęście i odziedziczyło laski z myślącej gruszy.
Ekonomika emocji należała do mocnych punktów osobowości Ridcully’ego. Był pod wrażeniem. Był zafascynowany. Był nawet trochę wstrząśnięty, kiedy to coś wylądowało w środku grupy magów i wywołało zadziwiające zjawisko pionowej akceleracji dziekana. Ale nie był przestraszony, ponieważ brakowało mu wyobraźni.
— Wielkie nieba! — odezwał się jakiś mag.
Nadrektor uniósł głowę.
— Tak, kwestorze?
— To ta książka, Mustrum, którą pożyczył mi dziekan. O małpach.
— Doprawdy?
— Jest wręcz fascynująca — zapewnił kwestor, obecnie w środkowej części swego cyklu psychicznego, a zatem mniej więcej na właściwej planecie, choćby i odizolowany pięcioma milami umysłowej waty. — To prawda, co mówił. Piszą tutaj, że dorosły samiec orangutana nie ma żadnych tworów skórnych, chyba że jest samcem dominującym.
— I to jest takie fascynujące?
