
W czasie kolonizacji ludzie kosmosu znaleźli siedem wież, z czego jedna unosiła się w pasie asteroidów systemu słonecznego Soi. Wtedy też założyli Instytut do spraw Jokerów. Młode rasy, jak ludzie, creapii, phnoby czy droski przyglądali się w podziwie galaktyce usianej wspomnieniami po rasie, która wyginęła na długo, nim one się pojawiły. Z tego podziwu zrodziły się legendy, jak choćby najsłynniejsza o świecie jokerów, który stał się celem wypraw rozmaitych durni i poszukiwaczy skarbów od wielu lat…
Dom dotknął Wieży — najpierw go delikatnie zainrowiło, a potem nagle porządnie zabolało, więc odskoczył, gorączkowo pocierając zmrożone palce. Wieże zawsze były najzimniejsze w południe, gdy pochłaniały najwięcej energii. Obchodząc budowlę, czuł emanujący z niej chłód. Wydało mu się, że powietrze w odległości pół metra od ścian ciemnieje, jakby światło także było pochłaniane przez wieżę. Nie było t,o prawdą, ale miało spory urok.
Koło południa na zachodzie pojawił się patrolowiec ochrony. Kierował się na północ, więc Dom ukrył się w kępie trzcin, zastanawiając się, co w ogóle jeszcze robi na bagnach. Wyszło mu, że zażywa wolności — ostatniego dnia prawdziwej wolności, w którym mógł obejrzeć sobie planetę bez kontyngentu strażników i ochroniarzy. Zaplanował to sobie, zaczynając od eksicrminacji insektoidalnych robotów szpiegujących każdy jego ruch, które Korodore rozmieścił w jego pokojach i sypialni. Naturalnie dla j ego własnego dobra.
A teraz musiał wrócić do domu i stawić czoło Babci, rlioć zaczynał się czuć głupio. Zastanawiał się, czego właściwie oczekiwał po Wieży — może uczucia kosmicznego podziwu, może wrażenia powagi Czasu. Na pewno nie tego znajomego do obrzydliwości wrażenia bycia obserwowanym. Zupełnie jak w domu. Odwrócił się z niesmakiem.
