Coś przemknęło obok jego twarzy z sykiem rozgrzanego powietrza i trafiło w wieżę, zmieniając się w kwiat lodowych kryształów, gdy energia zetknęła się z mrozem. Dom nie kontemplował tego, lecz odruchowo padł, przeturlał się, zerwał na nogi i ruszył natychmiast biegiem. Drugie wyładowanie minęło go o metr, wypalając linię wśród trzcin. Pognał przed siebie, tłumiąc odruch, by się obejrzeć — Korodore skutecznie wbił mu do głowy zasady postępowania w razie zamachu. Jak powtarzał szef ochrony, ciekawość zazwyczaj ma cenę życia.

Na brzegu laguny Dom odbił się i skoczył. Gdy uderzył o powierzchnię wody, trzeci strzał musnął mu pierś. Coś mu zadzwoniło w uszach i ogarnęła go kojąca zieleń pełna bąbelków…


Dom ocknął się, instynktownie nie otwierając oczu i ostrożnie badając resztą zmysłów otoczenie. Leżał na mieszance piasku, mułu, suchych trzcin i muszli, czyli na tym, co na większości Widdershins uchodziło za ziemię. Był w cieniu. Fale przypływu załamywały się niedaleko, a to, na czym leżał, kołysało się lekko w ich rytm. Powietrze pachniało i smakowało solą zmieszaną z bagnem, zapachem trzcin i… czymś jeszcze. Owo coś było dość intensywne i dziwnie znajome.

Coś lub ktoś siedział bardzo blisko. Dom uniósł jedną powiekę i dostrzegł niewielkie stworzenie, przyglądające mu się z uwagą i natężeniem. Było małe, pękate i porośnięte różowymi włosami wyrastającymi z łusek pokrywających ciało. I miało ryjek będący dziwną mieszanką dziobu i trąby. Poza tym miało trzy pary nóg (każdą inną) i było na Widdershins prawie legendą.

Za plecami Doma ktoś rozpalił ogień. Zdecydował się usiąść. Poczuł się tak, jakby ktoś położył mu na piersiach rozpaloną do czerwoności sztabę.

— O juvindo may psutivi — rozległ się łagodny głos.



5 из 145