Zobaczył nad sobą gębę rodem z porządnego koszmaru: szara skóra zwisała w fałdach pod czterokrotnie więszymi niż należy oczami, których źrenice przypominały pływające w mleku paciorki. Z boku znajdowały się wielkie płaskie uszy, zwrócone teraz w jego kierunku, a całość wieńczyła para przeciwsłonecznych gogli. Ponieważ phnob próbował mówić po jangilsku, Dom zebrał się w sobie i odpowoedział uprzejmie w wyłamującym szczękę phnobijskim.

— Naukowiec — odparł zwięźle phnob. — Nazywam się Fff-Ssshsss. A ty jesteś przewodniczący Sssabalosss.

— Do jutra nie jestem. — Dom skrzywił się z bólu.

— Aha. Nie próbuj sssię szybko ruszać, rana jessst powierzchowna, ale bolesssna. Opatrzyłem ją, to oparzenie od ssstrzału z broni energetycznej.

Różowy stworek wciąż uważnie go obserwował.

Dom powoli odwrócił głowę — leżał na małej polance na środku pływającej wyspy, jakich wiele okalalało porośnięte trzciną bagna. Wyspa płynęła powoli pod wiatr, a gdzieś z dołu dochodziło ciche, lecz wyraźne pulsowanie zabytkowego silnika deuterowego. Polanka przykryta była zgrabną siecią maskującą skutecznie przed wykryciem z powietrza. Jednak tylko wzrokowym, gdyż silniki i mechanizm napędowy, ukryty pod grubą warstwą trzcin, mogły wykryć nawet proste urządzenia skanujące. Tylko że wokół i po bagnach krążyło sobie kilkaset tysięcy takich wysepek i nikt się nimi specjalnie nie interesował. Po dojściu do tego wniosku Dom zaczął mieć podejrzenia…

Dalszy tok myślowy przerwało pojawienie się phnoba z ciężkim tshuri. Był to nóż o dwóch ostrzach. Kff-Shs przerzucał go w zamyśleniu z ręki do ręki, obserwując nagiego Doma. Widać było, że obecność czarnoskórego człowieka wprawia go w zakłopotanie i nie bardzo wie, co ma z tym zrobić. Nim zdążył podjąć jakąkolwiek decyzję, obaj usłyszeli, że coś nadlatuje. I że ma silniki.

Phnob skoczył w bok, odchylił kępę trzcin i wyłączył silnik, po czym padł obok Doma i przyłożył mu nóż do gardła.



6 из 145