
Z powrotem w Ciemność. Za każdym razem zapominał, jak mroczne i ponure jest to królestwo, jak chłodne i przerażające wśród swoich tajemniczych cieni.
Tam, w oddali, widać mgłę spowijającą inny krajobraz. To kraj Timona; Helgemu i Gondagilowi odruchowo napięły się mięśnie. Ich dawna ojczyzna. Jakie to będzie uczucie, gdy znów ją zobaczą? Jak zostaną przyjęci?
Tym razem również Sassa nie była zadowolona ze składu ekspedycji. Owszem, dobrze, że jest Marco, ale on już wkrótce miał wrócić do Królestwa Światła. Dziewczynka tęskniła za Faronem, Dolgiem, Ramem i wszystkimi innymi, z którymi tyle przeżyła w Górach Czarnych. Teraz nie zabrano też Madragów, brakowało jej głosu Indry, nie było Siski ani Tsi.
W poprzedniej ekspedycji brało udział tylu obdarzonych niezwykłymi mocami potężnych uczestników. Czego dokonać są w stanie ci?
Sassa nie na żarty się niepokoiła.
Nie dało się tego powiedzieć o Berengarii, dziewczynę rozsadzała wprost chęć działania. Ciemność znała z poprzedniego wypadu, kiedy to sprowadzali jelenie olbrzymie. Z tamtym zadaniem poradziła sobie doskonale, jeśli nie brać pod uwagę owej niezwykle gwałtownej wymiany zdań z Okiem Nocy i kilku dyskusji z Markiem…
To więc będzie dla niej drobnostka, lecz, ach, jakże to wszystko ciekawe! Czuła się niemal, jakby dostąpiła łaski bogów.
Gdyby tylko był tu ktoś, w kim mogłaby się chociaż troszeczkę zakochać! Oczywiście jest Armas, lecz on siedzi milczący i ponury, pogrążony w rozpaczy nad swą utraconą Kari. Czy nie mógłby wreszcie zauważyć jej, Berengarii? Najwyższy już na to czas!
Jori to zabawny chłopak, ale on nie nadaje się na obiekt westchnień. Goram zaś…? Hm, z wyglądu nie najgorszy, ale dla niej jakiś taki za bardzo obcy. W dodatku nie sprawiał wrażenia bodaj odrobinę nią zainteresowanego, choć jak szalona prześcigała się w głośnych żartach z Jorim wyłącznie po to, żeby wywrzeć na kimś wrażenie. Goram siedział tylko j przy tablicy rozdzielczej i udawał, że jest zajęty zupełnie innymi sprawami niż jej wyjątkowe dowcipy. Nawet nie odwrócił głowy, ani razu!
