– W żadnym razie. – Wyjął krem i nasmarował twarz grubą warstwą. – A ty nie boisz się raka skóry?

– Smarowałam się wcześniej, ale dzięki za troskę.

– Nie ma za co. – W głosie Adama wciąż słyszała śmiech. – Więc jesteś tu już dwa lata? – zapytał.

– Tak, przyjechałam w ślad za Richardem – odparła, z trudem zachowując normalny ton głosu.

– Czemu tu przyjechałaś?

Miała ochotę przyznać, że to przez niego spakowała manatki. By się uwolnić. Ale wszystko na próżno, pojawił się tutaj. Tyle że prawie jej nie pamięta.

– Przyjechałam niedługo po Richardzie, Corrook potrzebowało farmaceuty – wydusiła przez zaciśnięte gardło – i zdawało się, że to wymarzona okazja.

– Wspaniała okazja, by uciec z Anglii?

– Oczywiście, że nie – zaoponowała, z trudem zachowując spokój. – A czemu ty przyjechałeś? – spytała lekkim tonem.

– Richard mnie potrzebuje – odpowiedział.

– Bądź poważny. Dla mnie to była okazja. Ale dla ciebie? Powrót do praktyki ogólnej…

– Lubię to. – Patrzył prosto przed siebie, lecz Christy miała wrażenie, że widzi całkiem co innego niż drogę, którą jechali. – Brakowało mi właśnie czegoś takiego. Kiedy Sara umarła…

– Kiedy to się stało? – zapytała wbrew woli, szybciej niż zdołała się powstrzymać. I pożałowała tego, zanim jeszcze skończyła pytać. Ale ku jej zaskoczeniu Adam odpowiedział.

– Sześć miesięcy temu. Od tamtej pory nie mogę sobie znaleźć miejsca. – Wzruszył ramionami i uśmiechnął się bezradnie. – No, więc przyjechałem tutaj.

– Na długo?

– Czemu pytasz? – Uniósł brwi. – Masz mnie za przelotnego ptaka?

– To nie ma nic wspólnego z tym, za kogo cię mam – odpowiedziała sztywno. – Trudno jednak być dobrym lekarzem, nie znając ludzi. A ci, w Corrook, nie dają się szybko poznać.

– Innymi słowy nie powinienem był przyjeżdżać, o ile nie mam zamiaru zostać?

– Tego nie twierdzę.



10 из 113