
– I nie musisz. – W jego głosie słychać było ironię.
Christy z wysiłkiem powstrzymywała się od płaczu.
– Doceniam twoją troskę – powiedział Adam poważnie. – Nie zgodziłbym się na tę pracę, gdyby Richard nie był w sytuacji podbramkowej. Szukałem czegoś na kilka miesięcy i spytałem go, czy nie wie o czymś takim. W chwilę później błagał mnie, abym przyjechał do Corrook. Wcale nie odniosłem wrażenia, że komuś zajmuję miejsce.
Christy niechętnie skinęła głową.
– Tak, Richard jest zdesperowany, zwłaszcza że poród Kate się zbliża.
– Wspominałaś, że ona też jest lekarzem?
– Zanim Richard się zjawił, Kate prowadziła praktykę sama – wyjaśniła. – We dwójkę rozwinęli ją i teraz jeden lekarz już nie wystarcza. Richard uruchomił szpital, zbudowali też dom opieki. Obecnie okoliczni emeryci, zamiast przenosić się do miasta, zostają i zapotrzebowanie społeczności lokalnej na usługi medyczne stale rośnie.
– No, to chyba nie jest wam potrzebny położnik. Odpowiedziała wzruszeniem ramion.
– Dzieci zawsze się rodzą. Co prawda szpital nie ma oddziału położniczego i przyszłe mamy powinny jeździć do Melbourne, ale wiele z nich zachowuje się tak, jak Kate. Czekają do ostatniej chwili i skutek jest taki, że dodatkowy tłumoczek pojawia się w naszym szpitalu.
– Czarujące określenie. – Adam roześmiał się. – Lubię przyjmować takie tłumoczki. Co trzeba zrobić, abyśmy uzyskali odpowiedni status?
– Potrzeba mieć… położnika – odpowiedziała. – Gdybyś zdecydował się zostać… – W co wątpisz – przerwał.
– Gdyby okazało się, że zostajesz – zignorowała wtręt – to przypuszczam, że Richard wystarałby się o uprawnienia dla szpitala. Ale to przecież odległa przyszłość.
– To prawda – przyznał spokojnie. Spojrzał na nią spod oka. – Czy dobrze zgaduję myśląc, że tylko ucieszyłabyś się z mego odejścia?
Christy wstrzymała oddech – Ja… mnie jest wszystko jedno – wydusiła z trudem. – Corrook potrzebuje jeszcze jednego lekarza, więc równie dobrze możesz to być ty.
