
– No, czy jest żonaty – zdziwiła się Ruth niedomyślnością Christy – i ile ma lat?
– Ach, to! On jest dla ciebie za stary, Ruth – roześmiała się Christy. – Poważnie mówię…
– Za stary? – Ruth odrzuciła krótko obcięte brązowe włosy i zadarła nos. – Ja zawsze miałam ochotę na starszego…
– Chyba ma około trzydziestu pięciu lat – uległa Christy.
– Och! Nie jestem pewna, czy to jednak nie za dużo – westchnęła Ruth.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Podniosła słuchawkę.
– Christy?
Wstrzymała oddech. Zaczyna się, pomyślała.
– Słucham, apteka – powiedziała sucho.
– Hm, przepraszam. – Adam też przyjął oficjalny ton. – Dzień dobry, czy apteka może mnie poinformować, w jakich opakowaniach sprzedawany jest canesten?
– Co takiego? – zdumiała się Christy. Usłyszała tłumione westchnienie.
– No cóż, panno Blair, nie chcę się narzucać, ale potrzebuję pomocy. Richard wyjechał do chorego, radiotelefon w samochodzie nie odpowiada, a ja jestem sam w izbie przyjęć. Mam tutaj pana Humstable z przypadkiem grzybicy. Ale nie wiem, gdzie jest książka z wykazem leków dopuszczonych do obrotu. Przeszukałem już każdy kąt.
Christy uśmiechnęła się mimo woli. To musi być niezły szok dla wielkomiejskiego specjalisty. Takie szukanie właściwej maści przeciw grzybicy stóp pana Humstable.
– Canesten najczęściej pakowany jest w dwudziestogramowe tuby – powiedziała. – Potrzebny ci jest „Mims”.
– Nie rozumiem!?
Christy rozejrzała się po aptece. Na półce za plecami dostrzegła opasłe, błękitne tomisko.
– „Mims”, australijska wersja spisu leków. Będzie ci także potrzebna lista leków bezpłatnych. Nie mam pojęcia, czemu Richard jeszcze ci ich nie dał.
– Bo on jeszcze nie wie, że pracuję.
Christy zmarszczyła brwi. Zdawała sobie sprawę, że Ruth chciwie łowi każde słowo.
– Jak to, nie wie?
– Oprowadzał mnie po szpitalu, kiedy dostał nagłe wezwanie. Zgodziłem się objąć izbę przyjęć. Nie minęła godzina, a już było w poczekalni z dziesięć osób. Do tej pory załatwiłem cztery.
