– Słuchaj, zaraz przyślę ci Ruth z książką.

– Kto to jest Ruth? – Wydawało się, że Adam nie ma pojęcia, czego jeszcze może się spodziewać. Christy znowu uśmiechnęła się. Przez chwilę to ona miała przewagę. Całkiem miłe uczucie.

– Ruth to moja pomocnica – powiedziała. – Nie zje cię, nie musisz się przejmować. Jesteś dla niej za stary. – Na widok jawnego przerażenia Ruth wróciło jej poczucie humoru.

Odłożyła słuchawkę i zdjęła z półki niebieski tom.

– Ruth, twoim marzeniom stało się zadość.

– Pchnęła książkę po ladzie. – Bierz to i zanieś osobiście do najbardziej rozchwytywanego kawalera w Corrook.

Znowu zadzwonił telefon.

– Wcale nie skończyłem – powiedział Adam.

– Przepraszam, czym możemy jeszcze służyć, doktorze?

Adam westchnął.

– Czy to długo potrwa? Z tym „Mims”?

– Biorąc pod uwagę oglądanie wystaw po drodze, Ruth powinna być w szpitalu za jakieś trzy minuty.

– A gdzie jesz dzisiaj lunch?

On chyba żartuje. Miała ochotę rzucić słuchawkę.

– Mam kanapki – powiedziała ze złością. – To jest apteka, doktorze McCormack, i my tu pracujemy!

– wycedziła lodowato.

– Cholera.

Zdziwiła się. Przekleństwo wypowiedziane było tonem irytacji, lecz bez rozczarowania.

– Czy jeszcze coś? – spytała surowo. – Mam robotę.

– Tak – zawahał się – twój brat wspominał, że może przyjęłabyś lokatora.

– Jakiego znowu lokatora?

– Oczywiście zapłacę – wyjaśniał cierpliwie. – Miałem zamiar spytać o to podczas lunchu. Christy, nie mogę mieszkać z Kate i Richardem, to chyba oczywiste. Chciałem zamieszkać w pubie, póki nie znajdę czegoś odpowiedniego, ale… – westchnął ciężko – ostatniej nocy złapałem cztery godziny snu. A podczas śniadania trzeba się było zająć wrastającym paznokciem pani Mayne. Na śniadanie zaś był stek i frytki. Są pewne granice wytrzymałości.



15 из 113