
– Gdzie jest pani samochód?
– Tam, na końcu – odpowiedziała zgaszona – i proszę… mów mi jednak Christy.
– Czyżby martwa żona oznaczała, że zasługuję na cieplejsze przyjęcie? – zapytał od niechcenia. Tak jakby całe lodowate powitanie nie miało większego znaczenia. Przez moment Christy pożałowała, że nie zmusiła się od początku do przyjaznego tonu, jakby witała dawno nie widzianego przyjaciela.
– Oto samochód – stwierdziła matowym głosem. Adam przystanął zdziwiony. Spoglądał na niski, sportowy wóz z zaskoczeniem.
– To chyba kiepski wybór – mruknął pod nosem.
– Czy nadaje się do jazdy po wertepach wokół Corrook?
– Mamy świetne, asfaltowe drogi – odparła ostro.
– Corrook z pewnością nie jest ostatnią ostoją cywilizacji.
– Ale to dwieście mil stąd, prawda?
– Jak na Australię to całkiem blisko. – Christy otworzyła bagażnik i przyglądała się z powątpiewaniem olbrzymim walizom. – Jedną będziemy musieli dać na tylne siedzenie – orzekła.
– Powinienem być rad, że masz w ogóle tylne siedzenie – powiedział, zaglądając do środka. – Toż to dobre dla karzełków.
– Jeśli ci się nie podoba, to weź taksówkę albo wynajmij własny samochód.
– Pewno tak właśnie byś wolała. – Adam w zamyśleniu spoglądał w pałające gniewem, błękitne oczy.
– Tak – przyznała bez ogródek. Była bliska płaczu. Emocje sprzed lat wróciły z całą siłą, jakby to było zaledwie wczoraj. – Czy możemy odbyć naszą podróż jak najszybciej? – zapytała. – Wcale o nią nie zabiegałam. Robię to dla brata – dodała. – A jak już będziemy w Corrook to, poza odcyfrowywaniem recept, wolałabym mieć z tobą jak najmniej do czynienia.
Uniósł brwi, a usta wykrzywił w kpiącym uśmiechu.
– To brzmi jak wyzwanie, panno Blair… Christy.
– Z pewnością nie! – rzuciła wściekle. Gwałtownie wsiadła do samochodu. – To obietnica! – Włączyła silnik. – A teraz jedźmy.
Podróż do Corrook dłużyła się nieznośnie. Gdyby tylko potrafiła złagodzić napięcie między nimi. Chociaż nie chciała mieć z nim nic ale to nic wspólnego, miasteczko było zbyt małe na taki luksus. Musi zdobyć się na zwykłą uprzejmość.
