
Słowa same popłynęły z ust Gabriela:
– Czy to prawda, że potem już zawsze tęskniłeś do ziemi raju?
– Tak, Gabrielu. To prawda.
On zna moje imię, pomyślał chłopiec z przejęciem.
– Ale gdzie leży ten Raj? Ogród Edenu?
Rune uśmiechnął się ze smutkiem.
– Nie wiem, mój przyjacielu. Niektórzy powiadają, że na Cejlonie, inni, że gdzieś w pobliżu Persji, nikt już teraz dokładnie nie wie, gdzie się znajdował.
– Ja pojadę na Cejlon i przywiozę ci stamtąd trochę ziemi, Rune. Może to będzie ta właściwa?
– Dziękuję ci, Gabrielu.
Rune powrócił do przerwanego opowiadania:
– Do opieki nad cudownym ogrodem został wyznaczony sam anioł światłości, Lucyfer. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, byłem zaledwie rośliną i choć wiele mogłem przeczuwać, to i tak najważniejsze dla mnie było słońce, a oprócz tego ziemia i woda.
Oczy Runego pociemniały, on sam umilkł pogrążony w myślach.
– Nie wiedziałem też – podjął po chwili – że Lucyfer ma nad sobą pana. Aż któregoś dnia… któregoś dnia ktoś przyszedł do ogrodu.
Ten, przed którym pochylały się wszystkie rośliny i zwierzęta, usiadł pod jednym z drzew i uważnie rozglądał się dookoła, jakby czegoś szukał. Jakby się nad czymś zastanawiał. „On chce stworzyć coś nowego” – szepnęło Drzewo Mądrości. – „My mu nie wystarczamy. Pragnie stworzyć wyższą istotę, która będzie tutaj mieszkać i żyć”.
Ów wielki Pan brał do ręki a to jakiś kamień, a to nieduże zwierzątko, oglądał, ale odkładał z powrotem jedno po drugim. Jego dłoń szukała czegoś pośród bujnej roślinności i znalazła mnie. „Tak” – powiedział jego głos. – „Tę istotę, którą pragnę stworzyć, uczynię z rośliny”.
Wyrwał mnie z ziemi i rękami jął formować mój korzeń, aż ten zaczął przypominać jego własną postać. Długo trzymał mnie wysoko naprzeciwko swoich oczu, obracał na wszystkie strony, poprawiał to tu, to tam… Dygotałem w jego dłoni, czułem bowiem, że oto jestem wybrany do czegoś wielkiego, i obiecywałem sobie, że okażę się tego godny.
