Spostrzegłem, że odbieram teraz znacznie więcej wrażeń niż przedtem, on zaś wciągnął powietrze, by tchnąć we mnie życie… – Przy tych słowach twarz Runego jakby zgasła. – Ale po chwili ręka, w której mnie trzymał, opadła. „A może… może raczej powinienem istotę na mój obraz i podobieństwo stworzyć z ziemi i piasku? Albo z gliny?” – zastanawiał się głośno Pan. I upuścił mnie na ziemię, takim, jakim wówczas byłem, jeszcze tylko rośliną, ale już obdarzoną dużo większą zdolnością do odbierania wrażeń, uczuć i świadomości, niż zwykle rośliny miewają. Wielki odszedł ode mnie, a wkrótce potem zobaczyliśmy w Edenie nowe stworzenie. Wysoką, dwunożną istotę, dokładnie taką samą jak on! I Pan był bardzo zadowolony ze swego dzieła, a nowe stworzenie otrzymało imię Adam.

Pan długo pracował nad ukształtowaniem Adama i radował się też nim potem bardzo. Moja nowo obudzona świadomość odczuwała wielki ból z powodu zapomnienia. Któregoś dnia Najwyższy dostrzegł mnie, podniósł i wyrzucił daleko. I tam już zostałem, odrzucony, obolały, nikomu niepotrzebny. Moje świeżo uformowane ciało, również na jego obraz i podobieństwu, dotkliwie cierpiało w prażącym słońcu. Zostałem wysuszony, z każdym dniem stawałem się coraz bardziej sztywny i rozpaczliwie pragnąłem znaleźć się znowu w ziemi.

I oto któregoś dnia znalazł mnie Lucyfer. Było to w tym samym dniu, gdy popadł w niełaskę Pana, albowiem nie chciał uznać Adama, istoty, którą uczyniono z garści gliny. Sam Lucyfer został przecież stworzony z ognia, uważał się tedy za dużo bardziej wartościowego niż ludzie. Wielkie rozgoryczenie zapanowało w Ogrodzie Edenu tamtego dnia. Lucyfer znalazł mnie i podniósł z ziemi. A ponieważ był zły na swego Pana – wyczuwałem jego gniew buzujący pod skórą niczym nagromadzona gorąca para – wziął mnie w rękę i zaniósł pod cieniste drzewa przy bramie Raju. „Zasługujesz na coś więcej niż na to, byś leżał tu w słońcu i cierpiał” – rzekł anioł światłości.



11 из 217