– Tak jest – potwierdziła Tula równie życzliwie. – Gdzie się urodziłeś? Podobno na jakimś wzgórzu wisielców, gdzieś nad Morzem Śródziemnym?

– Nie – powiedział Rune z uśmiechem, ale głosem skrzypiącym i wszyscy widzieli, że trudno mu ułożyć usta do uśmiechu. Częściowo pewnie ze względu na tę sztywną, trójkątną twarz, ale głównie chyba dlatego, że mówienie o własnym pochodzeniu sprawiało mu dotkliwy ból. – Nie, ja jestem dużo starszy niż wszystkie wzgórza wisielców i wyrosłe na nich alrauny. Ja jestem pierwszą alrauną, jaka została stworzona.

Na sali rozległy się przeciągłe westchnienia. Gabriel zapomniał oddychać.

Dida spostrzegła, że stanie sprawia Runemu ból, więc dyskretnie podsunęła mu swój „tron”. Skinął jej głową z wdzięcznością i usiadł. Kiedy się pochylał, słychać było skrzypienie.

– Nie, zwyczajna alrauna nie mogłaby z pewnością osiągnąć tego wszystkiego, co ja zrobiłem – powiedział tym swoim przeciągłym głosem, starając się niemal przesadnie wyraźnie wymawiać słowa. – Alrauny to potężne talizmany, lecz nie mogą się poruszać, nie widzą, nie słyszą i nie myślą, tak jak ja to potrafiłem jeszcze w czasach, kiedy byłem tylko korzeniem. Teraz otrzymałem postać ludzką, a wraz z nią zdolność mowy. Dobrze, bardzo chętnie opowiem wam swoją historię, wy wszyscy jesteście przecież moimi przyjaciółmi.

Gabriel widział wyraźnie, że Rune rzucił pospieszne spojrzenie na tylne rzędy. Nie było w tym spojrzeniu strachu, a jedynie jakby zdziwienie i błysk porozumienia. Na górze było równie cicho jak w całej sali. Nikt nie chciał teraz uronić ani słowa.

A oto opowiadanie Runego, przerywane od czasu do czasu krótkimi pytaniami.

Byłem wielką i wspaniałą rośliną w pięknym gaju, gdzieś daleko we Wschodniej Krainie. Gaj nazywany był Ogrodem Edenu. Rosły tam cudownej urody rośliny i drzewa, a wśród nich przechadzały się zwierzęta. Dobrze było być w Ogrodzie Edenu, w żadnym innym miejscu na świecie nie było takiej ziemi jak tam…



9 из 217