
Dla potwierdzenia swojego przekleństwa Wszechmogący ujął mnie w rękę i wyrzucił daleko za ogrodzenie. Upadłem na wysuszoną ziemię poza Edenem, w pustynnej krainie, w której potem ludzie musieli mieszkać i żyć. Jak się potoczyły sprawy z Lucyferem i innymi aniołami, nie wiedziałem, bo Eden nie był już moją krainą.
Rune wahał się przez chwilę. Wszyscy na sali odczuwali głęboki smutek z powodu jego gorzkiego losu.
Po chwili uśmiechnął się i mówił dalej:
– Jakiś syn człowieczy znalazł mnie niedługo potem i ulitował się nade mną. Imię jego brzmiało Kain. Zatrzymał mnie przy sobie, bo przeczuwał, że będzie miał ze mnie pożytek. Popełnił jednak straszne przestępstwo i został przepędzony do nieurodzajnej górskiej krainy na wschodzie, gdzie nikt nie chciał mieszkać. Kain sądził, że to ja tak zatrułem jego myśli, iż zamordował własnego brata i, kiedy się już zestarzał, próbował mnie sprzedać. Wtedy było już na świecie wiele ludzi, a gdy przekonali się, co potrafię, zaczęli o mnie zabiegać, rywalizowali między sobą, który mnie kupi.
