
Oni zaś zebrali się w wielkiej sali w Górze Demonów, gdzie poszukujące po całym świecie myśli Tengela Złego dotrzeć nie były w stanie. Tam ukryli się ci, którzy zamierzali wypowiedzieć mu wojnę.
Przyszli do Tuli i do czterech demonów, zbierali się długo, grupa za grupą, gromada za gromadą. Żyjący potomkowie Tengela wraz z tymi, którzy opuścili już ziemski padół. Brakowało tylko tych, którzy wybrali służbę u niego. Znaleźli się w Górze Demonów Taran-gaiczycy, owo nieliczne, teraz już całkiem wymarłe plemię. Marco i czarne anioły zdążyły się już pokazać zebranym, wciąż jednak w najwyższych rzędach na samym końcu sali siedziały liczne rzesze pogrążonych w mroku nieznajomych. Byli sojusznikami Ludzi Lodu, lecz jeszcze nie dali się poznać. Niebezpieczni, czujni, czekali…
Teraz Zebrani koncentrowali uwagę na jednej jedynej osobie, na tym, który stał na podium. Poruszenie było w dalszym ciągu ogromne. Wszyscy wpatrywali się w Runego i ogarniały ich najrozmaitsze uczucia.
Najpowszechniejsze było, rzecz jasna, uczucie zdziwienia. Wszyscy słyszeli przecież o Runem, towarzyszu Jonathana z ruchu oporu przeciwko Niemcom w okresie drugiej wojny światowej. To on pomógł Karine i on tak wiernie wspierał Jonathana, że w końcu ofiarował za niego życie. Ludzie Lodu nie zdążyli się jednak do Runego przywiązać. Jego krótkie życie było jedynie tragicznym epizodem w rodowych kronikach.
I oto teraz stoi przed nimi! Tutaj?
Otaczająca go grupka na przemian to śmiała się, to płakała. Był wśród nich Heike i Henning, i Dida z Targenorem. Ingrid, Sol, Mattias, Daniel, Benedikte i Andre. A także Nataniel.
– Może byście nam wytłumaczyli – domagały się coraz bardziej natarczywe głosy z sali.
W końcu wszyscy zdołali się opanować na tyle, że na podium został tylko Rune z Tulą i Didą.
Wyglądał dość dziwnie z tymi jasnobrązowymi jak pociemniała słoma włosami osłaniającymi brzydką, trójkątną twarz. Brunatnego koloru ubranie zostało utkane z jakiegoś bardzo grubego włókna, a ręce i nogi miał w widoczny sposób okaleczone. Prawie wszystkie palce zostały w większej lub mniejszej części amputowane, poruszał się tak, jakby każdy krok sprawiał dotkliwy ból jego obutym w brązowe trzewiki stopom. Kurtka i sweter na piersi były przedziurawione. To ślad po tej kuli, która odebrała mu życie w obozie koncentracyjnym.
