
Karine patrzyła na jego oczy. Pamiętała, jak niewiarygodnie błyszczały wtedy na ciężarówce. Czy może to było w przedziale kolejowym? A może i tu, i tu. Pamiętała też tę jego osobliwość, która tak bardzo ją zaskoczyła, kiedy przytulił ją do siebie w przedziale, by dodać jej otuchy. Coś, czego nie było…
Teraz zaczynała rozumieć, o co chodzi. Karine bowiem domyślała się, kim naprawdę jest Rune.
Mari natomiast nadal tego nie wiedziała. Sądziła, że Rune przyszedł, by ukarać ją, Mari, za to, że odwróciła się od niego ze wstrętem.
Rune jednak o niczym takim nie myślał.
Właśnie teraz zebrani zastanawiali się nad słowami Tuli, które dopiero co padły: „To, że Rune stoi przed nami dzisiejszej nocy, zawdzięczamy czarnym aniołom… On jest starszy niż wy wszyscy razem wzięci. On jest starszy od Adama i Ewy. Postanowił jednak towarzyszyć Ludziom Lodu, od ich pierwszych dni, w walce o uwolnienie świata od największej zakały, od naszego przodka, Tengela Złego”.
Kiedy Tula wypowiedziała te słowa, Gabriel zrozumiał, kim jest Rune.
Rune to alrauna Ludzi Lodu! Amulet, który dzięki czarnym aniołom stał się człowiekiem. Dokonały tego kiedyś w pokoju Nataniela w czasach jego dzieciństwa.
Gabrielowi świat zawirował przed oczami. Niewielki korzeń… Jakim sposobem mógł z tego powstać człowiek?
Mimo wszystko przyjął tę myśl z uczuciem głębokiego szczęścia. Czuł ucisk w gardle, kiedy patrzył na mizerną postać. I był dumny, że to w pewnym sensie dzięki jego rodowi samotna alrauna stała się żywą istotą.
– A teraz chcielibyśmy usłyszeć twoją historię, Rune – rzekła Dida łagodnie.
