
– Zechce mi pani w takim razie pożyczyć latarkę? Hm, zapomniałem swojej.
– Nie ma sprawy.
Zdjęła latarkę z kółka przy pasie i podała ją Boschowi. Lekarz do nich dołączył.
– Gotowy.
– W porządku, doktorze. Niech pan nas zaprowadzi do miejsca, gdzie spuścił pan psa. Zobaczymy, dokąd się skieruje.
– Nie jestem pewny, czy za nią nadążycie.
– No cóż, to mój problem.
– W takim razie tędy.
Ruszyli w górę stoku w stronę małego ronda – ślepego końca Wonderland Avenue. Brasher dała znak ręką swojemu partnerowi, który został w samochodzie, i poszła za nimi.
– Wiecie, kilka lat temu mieliśmy tutaj trochę sensacji – powiedział Guyot. – Zabito i obrabowano człowieka, którego śledzono aż od Hollywood Bowl.
– Przypominam sobie – odparł Bosch.
Wiedział także, że śledztwa nie zamknięto, ale o tym nie wspomniał. Nie jego sprawa.
Doktor Guyot maszerował z energią, zadającą kłam jego wiekowi i prawdopodobnemu schorzeniu. Pozwalał, by to pies narzucał tempo i wkrótce wysforował się kilka kroków przed Boscha i Brasher.
– Gdzie pani była wcześniej? – zapytał Harry policjantkę.
– To znaczy?
– Powiedziała pani, że jest nowa w wydziale Hollywood. A przedtem?
– Ach. W akademii. – Zaskoczyło to Boscha. Przyjrzał się jej ponownie, podejrzewając, że ocena jej wieku wymaga korekty. – Wiem, że jestem stara – dodała, kiwając głową.
Harry się zmieszał.
