– Harry Bosch.

– Wiem. Słyszałam o panu.

– Wszystkiemu zaprzeczam.

Uśmiechnęła się na tę ripostę i wyciągnęła rękę, lecz Bosch właśnie wiązał jedno ze sznurowadeł. Przerwał i uścisnął jej dłoń.

– Przepraszam – powiedziała. – Stale dzisiaj coś robię nie w porę.

– Niech się pani tym nie przejmuje.

Skończył wiązać but i wyprostował się.

– Wyrwała mi się odpowiedź, jakiej rasy jest ten pies, dopiero potem dotarło do mnie, że stara się pan stworzyć więź ze świadkiem. Palnęłam głupstwo. Przepraszam.

Bosch przyjrzał się jej uważnie przez chwilę. Miała około trzydziestu pięciu lat, ciemnobrązowe oczy i ciemne włosy, splecione w krótki warkocz spadający na kołnierzyk. Domyślił się, że lubiła przebywać na łonie natury. Jej skórę pokrywała równa opalenizna.

– Proszę się tym nie martwić.

– Jest pan sam?

Harry się zawahał.

– Mój partner pracował nad czymś innym, kiedy wyjeżdżałem do tego wezwania.

Zobaczył, że lekarz wychodzi przez drzwi frontowe, prowadząc psa na smyczy. Zdecydował się nie nakładać kombinezonu do badania miejsca przestępstwa. Obejrzał się na Julię Brasher, która przyglądała się zbliżającemu się psu.

– Nie macie żadnych wezwań?

– Nie, zastój w interesie.

Bosch opuścił spojrzenie na latarkę MagLite w kartonie z wyposażeniem. Przeniósł wzrok na policjantkę, sięgnął do bagażnika po szmatę do wycierania oleju i narzucił ją na latarkę. Wyjął rolkę żółtej taśmy do znakowania miejsca przestępstwa i polaroid. Następnie zamknął bagażnik i odwrócił się w stronę Julii Brasher.



9 из 353