
To, co zdarzyło się potem, rozegrało się wciągu sekund. Zresztą, wszystko dzieje w ciągu sekund, jeśli dobrze się nad tym zastanowić. Tak powiedziała później, na przesłuchaniu. „Epoka lodowcowa stanowiła tylko kwestię sekund; po prostu tych sekund było bardzo dużo”. Och, jeśli okazywało się to absolutnie konieczne, potrafiła sprawiać, że ludzie ją kochali, i chociaż tego rodzaju taktyka teraz nie miała już znaczenia dla jej przetrwania, ciężko przychodziło zerwać z przyzwyczajeniem. Ci, którzy ją przesłuchiwali, udawali rozdrażnienie, ale widziała, że na większości z nich wywierała pożądane wrażenie. Jak dotąd, jej relacja z wypadku stanowiła zapierającą dech, barwną i wygładzoną opowieść. Spojrzała na prawo, ku wschodowi, próbując sobie przypomnieć wszystkie znane z dzieciństwa punkty orientacyjne. Zapomniała o starej przestrodze „mosty mogą zamarznąć pierwsze” i poczuła coś dziwnego, prawie jakby kierownica wyślizgnęła jej się z rąk, ale to samochód tracił przyczepność, chociaż nie spadł jeszcze deszcz ze śniegiem, a chodnik wyglądał na całkowicie suchy. Wjechała na olej, nie lód, tego dowiedziała się później, na pozostałość po wcześniejszym wypadku. Cóż można poradzić na plamę oleju, niewidoczną w marcowym półmroku, na zaniechanie lub niedokończoną pracę ludzi, których nigdy nie spotkała, nigdy nie poznała? Gdzieś w Baltimore jakiś człowiek siadł tego wieczoru do kolacji, nieświadomy, że zniszczył życie komuś innemu. A ona zazdrościła mu tej niewiedzy.
