
Kurczowo złapała kierownicę i z całej siły nacisnęła pedał, ale samochód jej nie słuchał. Kwadratowy sedan ześlizgnął się w lewo, poruszał się jak igła w sfiksowanym obrotomierzu. Uderzyła w mur odgradzający Jersey, odbiła się, zawirowała i przesunęła na drugą stronę autostrady. Przez chwilę zdawało się, że tylko ona po niej jedzie, tak jakby pozostali kierowcy zastygli oszołomieni. Stary valiant – nazwa auta znaczyła „waleczny” i zdawała się dobrym znakiem przywodzącym wspomnienie Księcia Walecznego, bohatera coniedzielnego komiksu, oraz wszystkiego, o co walczył – poruszał się z gracją, jak tancerz wśród beznamiętnych, mocno przywiązanych do ziemi ludzi, wracających z pracy pod koniec godzin szczytu.
I wtedy, właśnie wtedy, gdy zdawało jej się, że odzyskała już kontrolę nad swoim valiantem, kiedy opony znowu złączyły się z nawierzchnią, poczuła miękkie uderzenie z prawej strony. Bokiem zahaczyła o biały sportowo-terenowy samochód, a chociaż jej wóz był znacznie mniejszy, tamto auto zatoczyło się jak słoń trafiony z procy. Przez chwilę widziała twarz jakiejś dziewczynki, nie tyle wystraszoną, ile zdziwioną odkryciem, że coś mogło gwałtownie wtargnąć w jej spokojne, ułożone życie. Dziewczynka miała narciarską kurtkę, okropnie nietwarzowe okulary, a co jeszcze gorsze, białe, futrzane nauszniki. Jej usta stały się okrągłą, czerwoną bramą zdumienia. Miała jedenaście lat, może dwanaście, a właśnie w wieku dwunastu lat… I wtedy biała terenówka zaczęła leniwie staczać się w dół pobocza.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, pomyślała. Wiedziała, że powinna zwolnić, zatrzymać się, zobaczyć, co z tym wozem, ale coraz głośniej rozbrzmiewał za nią chór piszczących hamulców, falanga dźwięków, która pchała ją do przodu wbrew jej samej. To nie była moja wina! Wszyscy powinni już wiedzieć, że sportowe auta są wywrotne. Przecież takie lekkie szturchnięcie nie powinno wywołać tak dramatycznie wyglądającego wypadku. Zresztą dzień był tak długi, a ona znajdowała się tak blisko celu. Do następnego zjazdu został kilometr. Wciąż jeszcze mogła wtopić się w tłum jadący trasą 1-70 i jechać dalej na zachód.
