
– Och, kiedy przeglądam te projekty i robię ostatnie poprawki, równie dobrze mogę włożyć brudne rzeczy do pralki zamiast rozrzucać je po całym domu.
– No cóż, sądząc z ilości proszku, który pani zużyła, musiała być tego cała sterta. I pani Westerfield, dowiedziałam się wczoraj o tej historii z córką Cavanaughów. Nie mogę przestać o niej myśleć. Kto by uwierzył, że w naszej małej mieścinie może zdarzyć się coś takiego? To straszne.
– Tak, w istocie. – To Rob nastawił pranie, pomyślała. Vince, jej mąż, z pewnością nie włączyłby pralki. Prawdopodobnie nie wiedział nawet, jak się to robi.
Oczy Rosity zwilgotniały i otarła je dłonią.
– Biedna matka.
Rob? Co też musiał tak pilnie wyprać?
Był to jego stary numer. Kiedy miał jedenaście lat, próbował sprać ze swojego ubrania zapach dymu papierosowego.
– Andrea Cavanaugh była taką śliczną dziewczyną. A jej ojciec jest porucznikiem w policji stanowej! Można by sądzić, że ktoś taki potrafi ochronić własne dziecko.
– Tak, rzeczywiście. – Linda siedziała na blacie w kuchni, przeglądając szkice otworów okiennych do nowego domu klienta.
– Pomyśleć tylko, że ktoś rozbił tej dziewczynie głowę. Musiał być potworem. Mam nadzieję, że go powieszą, kiedy go złapią.
Rosita mówiła teraz do siebie i najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi. Linda wsunęła szkice do teczki.
– Pan Westerfield i ja zjemy obiad z przyjaciółmi w restauracji, Rosito – powiedziała, zeskakując z blatu.
– Czy Rob będzie w domu?
Dobre pytanie, pomyślała Linda.
– Wyszedł pobiegać i powinien wrócić lada chwila. Spytaj go wtedy.
Wydawało jej się, że usłyszała drżenie we własnym głosie. Wczoraj przez cały dzień Rob był zdenerwowany i ponury. Kiedy wieść o śmierci Andrei Cavanaugh obiegła miasto, Linda spodziewała się, że będzie poruszony. Tymczasem zareagował bardzo powściągliwie. „Prawie jej nie znałem, mamo” – powiedział.
