
Pokiwali głowami. Nietrudno było to zrozumieć.
– Wyraźnie widać, że to zostało zrobione w tym roku. Ale popatrzcie jeszcze tam!
Oczy wszystkich skierowały się na miejsce, które wskazywał. Koło zwłok wyraźnie rysowały się kolejne czworokąty.
– Czy ktoś mógłby podnieść darń? – zapytał Are.
Nie było chętnego, nikt się nawet nie poruszył.
Jeden ze stojących bliżej lasu mężczyzn gwałtownie zamachał rękami.
– Tutaj także są ślady kwadratów, gospodarzu!
Are i Brand podeszli bliżej. Mężczyzna miał rację. Jeszcze w kilku miejscach widać było słabe ślady czworokątów w długim szeregu.
– Sądzę, że poczekamy na wójta – zdecydował Are. – Czy ktoś może sprowadzić Mattiasa?
Wszyscy wiedzieli, że chodzi o doktora Meidena. Natychmiast pobiegły po niego dwie służące, zadowolone, że nie będą świadkami dalszych przerażających odkryć.
– Przywołajcie też pastora – zawołał za nimi Brand. Ta decyzja nie wywołała entuzjazmu zebranych, ale Brand wyjaśnił: – Musimy poświęcić to miejsce, zanim zdobędzie nad nami władzę jakiś zły duch.
Wtedy wiele kobiet nagle przypomniało sobie, że jedzenie przypala się w garnkach, że krowy czekają, że one same mają coś do zrobienia… Zniknęło także paru mężczyzn.
Pierwszy nadszedł Mattias. Jak zawsze miły, o łagodnym spojrzeniu, podziałał na wszystkich niby środek kojący. Nie chciał niczego dotykać, dopóki wójt nie powie swego, ale potwierdził domysły innych. Kobieta, nie całkiem młoda, jako że można było dojrzeć kilka pasm siwych włosów, w eleganckim ubraniu z najlepszego sukna.
Uczynił natomiast to, przed czym wzbraniali się inni. Uniósł kolejny kawałek darni.
Kiedy to zrobił, większość zebranych ukryła twarze w dłoniach, ale po chwili coraz więcej osób zaczęło zerkać przez szpary między palcami.
Było tak, jak przypuszczali – jeszcze jeden trup. Kobieta; zmarła całkiem niedawno. Mrówki i inne stworzenia w popłochu uciekały z prawie nie naruszonej twarzy.
