Walenie powtórzyło się.

– Ruth! Mówię, że ktoś dzwoni! – Dory uchyliła drzwi i przez szparę wsunęła telefon bezprzewodowy. Kto mógł dzwonić dwadzieścia po siódmej rano? Matka, nie ma wątpliwości. Ilekroć Ruth nie dzwoniła do niej przez kilka dni, LuLing przeżywała kryzys.

– Ruthie, wrócił ci głos? Możesz mówić? – To była Wendy, jej najlepsza przyjaciółka. Rozmawiały ze sobą prawie codziennie. Ruth usłyszała, jak Wendy czyści nos. Czyżby płakała?

– Co się stało? – szepnęła Ruth. Nie mów, tylko mi tego nie mów, powtarzała w duchu w rytm głośnych uderzeń serca. Wendy na pewno zaraz jej powie, że ma raka. Wczorajszy niepokój wrócił do Ruth ze zdwojoną siłą, mrożąc jej krew w żyłach.

– Nie mogę wyjść z szoku – ciągnęła Wendy. – Właśnie… Zaczekaj chwileczkę. Mam drugi telefon.

Ruth była już prawie pewna, że nie chodzi o raka. Może ktoś ją napadł albo złodzieje włamali się do domu, więc dzwonią do niej ludzie z policji. W każdym razie musiało się stać coś poważnego, skoro Wendy zaczęła płakać. Co ma jej powiedzieć? Przytrzymując słuchawkę podbródkiem, Ruth przeczesała palcami krótko przycięte włosy. Zauważyła, że zaczęły odpadać kawałki srebrzystej powłoki lustra. A może po prostu widać siwe korzonki włosów? Niedługo skończy czterdzieści sześć lat. Kiedy jej twarz zaczęła tracić dziecinną pucołowatość? Pomyśleć, że kiedyś nie cierpiała swojej cery wiecznej nastolatki! Teraz miała zmarszczki w kącikach ust. Wyglądała przez to na zdegustowaną, zupełnie jak matka. Ruth ożywiła nieco wargi pomadką. Dzięki Bogu, pod innymi względami nie przypominała matki. LuLing była wiecznie ze wszystkiego niezadowolona, a przez całe dzieciństwo Ruth pogrążała córkę w atmosferze beznadziejnej rezygnacji. Dlatego Ruth nie cierpiała kłótni z Artem. Ze wszystkich sił starała się pohamować gniew. Czasem jednak dochodziła do punktu, w którym musiała wybuchnąć, a potem nie mogła się nadziwić, jak mogła stracić nad sobą panowanie.



13 из 337