
I zachwycenie.
Świat powolutku wracał do siebie i znowu była pościel pachnąca snem i zalana słońcem komnata i dzień. Dzień…
– Yen?
– Mhm?
– Gdy mówiłaś, że dzień jest piękny, dodałaś "dobra robota". Czy to miało oznaczać…
– Miało – potwierdziła i przeciągnęła się, wyprężając ramiona i łapiąc za rogi poduszki, a jej piersi nabrały wówczas kształtu, który odezwał się wiedźminowi dreszczem w dole pleców. – Widzisz, Geralt, myśmy tę pogodę zrobili. Wczoraj wieczorem. Ja, Nenneke, Triss i Dorregaray. Nie mogłam przecież ryzykować, ten dzień musiał być piękny…
Urwała, trąciła go kolanem w biodro.
– Bo to przecież najważniejszy dzień w twoim życiu, głupku.
II
Stojący na śródjeziornym cyplu zamek Rozrog prosił się o generalny remont, z zewnątrz i wewnątrz, i to nie od wczoraj. Mówiąc oględnie, Rozrog był ruiną, bezkształtnym zlepkiem kamieni, porośniętych gęsto bluszczem, powojem i tradescantią, ruiną, stojącą wśród jezior, błot i bagien rojących się od żab, zaskrońców i żółwi. Był ruiną już wówczas gdy podarowano go królowi Herwigowi. Zamek Rozrog i otaczające go tereny były bowiem czymś w rodzaju dożywotniego nadania, pożegnalnego prezentu dla
