– Co za niezwykły człowiek – powiedziała Marg Kelly. Stały ukryte za trzymetrową ścianą zamkniętego śniegu.

– Poczułaś to? Naprawdę to poczułaś?

– Jak elektryczny wstrząs.

Dr Christian dołączył do rodziny, zebranej w numerze 1047. Znów stał przy piecyku, rozmawiając z mamą, podczas gdy trójka rodzeństwa kręciła się po kuchni – siostra i dwóch braci w towarzystwie żon.

Mary była najbliższą mu i jedyną siostrą. Trzydzieści jeden lat i ciągle niezamężna. I tak podobna do mamy, a jednak brzydka. Coś w niej nie funkcjonuje, pomyślał dr Christian. Zawsze tak było. Może niezwykle piękna matka tak wpływa na dziewczęta? Wystarczy tylko spojrzeć na mamę, a potem na Mary, która wygląda jak jej odbicie w krzywym lustrze. Zgorzkniała, oschła, skryta dziewczyna. Mary.

Zawsze taka była i pewnie już się nie zmieni. Ale skoro w stosunku do pacjentów (pełniła w klinice rolę sekretarki) była cudownie delikatna i serdeczna, to w zasadzie nie miało większego znaczenia. James był średnim bratem. Mary z racji płci znajdowała się w wyjątkowej sytuacji. James również przypominał mamę, ale na sposób Mary bezbarwny, niewyraźny, wyblakły. Jego żona Miriam, wysoka, pełna werwy dziewczyna, tryskała energią i dziarskim, wesołym pragmatyzmem. Była terapeutką, podporą kliniki i – jak uznali wszyscy wspaniałą żoną dla Jamesa.

Andrew jaśniał urodą, właściwą młodości. Był męską wersją mamy – piękny jak anioł i twardy jak kamień. Więc dlaczego zawsze usuwał się w cień? Jego żona Martha o siedem lat młodsza, specjalistka od testów psychologicznych, wyglądała tak niepozornie, że wszyscy nazywali ją myszką. Kolorem przypominała mysz, była maleńka, bojaźliwa i nerwowa jak mysz. Czasami, wpadłszy w swój żartobliwy nastrój, Joshua Christian wyobrażał sobie, że ma tak olbrzymie ręce, iż klasnąwszy ogłuszyłby ją na miejscu.

– Udziec jagnięcy? Wspaniale! – Miriam była bardzo wytworną w mowie i manierach Angielką.



13 из 330