
Oczywiście mama dzierżyła ster. To ona dobrała tę niezwykle profesjonalną i samowystarczalną grupę tak, by wspomagała jej najstarszego i najukochańszego syna. Na cokolwiek by się zdecydował, wiedział, że mama zmusiłaby Jamesa, Andrew i Mary, by również to robili i mu pomagali. O skuteczności, z jaką poddawała dzieci praniu mózgu najlepiej świadczyły małżeństwa Jamesa i Andrew. Obaj ożenili się z kobietami, posiadającymi wszelkie dane ku temu, by dołączyć do ich zespołu i rodziny. W klinice brakowało terapeutki, więc James ożenił się z nią. Potrzebowano specjalistki od testów, więc ożenił się z nią Andrew. Kobiety nie miały nic przeciwko temu, że mama dyrygowała nimi, a Joshua – mężami. Mary nie próbowała wyzwolić się z pozycji podkomendnej. Nawet wtedy, gdy wiele lat temu Joshua zaproponował, że porozmawia z mamą w jej sprawie.
Gdyby ktokolwiek okazał chociaż cień niezadowolenia, dr Christian stoczyłby pewnie z matką dziką walkę o ich szczęście, choć kochał i podziwiał mamę, znał dobrze jej wady i wiedział, że nie jest za mądra, ani dalekowzroczna. Ale rodzina poddała się bez walki.
Żadne tarcia i niejednomyślność nigdy nie zmąciły niekłamanej, radosnej satysfakcji, którą cała rodzina czerpała ze wspólnej pracy.
A zatem Joshua Christian, zakłopotany, ale wdzięczny, musiał zaakceptować pozycję, wyznaczoną mu przez mamę – pozycję głowy rodziny i zarządzającego rodzinnym interesem.
Usiedli do obiadu w jadalni – mama na jednym końcu owalnego lakierowanego stołu, a przy okazji najbliżej kuchni, Joshua naprzeciw niej, Mary, James i Miriam po jednej stronie, Andrew i Martha po drugiej.
