Stały na białych słupkach różnej wysokości, spływały ku podłodze kaskadami, sterczały sztywno niczym bagnety, rozgałęziały się na wszystkie strony. A każdy liść, Usteczek, źdźbło i pnącze lśniło w silnym białym świetle, rozproszonym przez mleczny sufit. Palmy, paprocie, zapylce, srebrniki, orchidee, krzewy, winorośle, kaktusy, pnącza, cebulki, łodygi, bulwy i kłącza, i drzewka bonzai. Na wiosnę większość rozkwitała, długie kolce narzęstu wznosiły się łukami między smukłymi hiacyntami i kępkami żonkili, dwadzieścia różnych odmian begonii kipiało od kwiecia, kwitły cyklameny, gloksynie i fiołki afrykańskie; rozłożystą mimozę rosnącą w skrzynce pokrywały na całej dwuipółmetrowej wysokości złociste kuleczki pełne pyłku. Dom przesycał zapach kwiatów pomarańczy, słodkiego groszku, stephanotis, jaśminu i gardenii.

W lecie rozkwitał hibiskus i tak trwał przez całą jesień aż do wczesnej zimy, wspomagany przez miedzianoróżową bouganvilleę, bujnie pokrywającą kratę na ścianie salonu. W zimie kwitnienie ustawało, ale liście były nadal błyszczące i zielone pomiędzy bardziej kolorowymi liśćmi nie kwitnących roślin.

Powietrze zawsze pachniało tu słodko. Rośliny dr. Christiana żyły w symbiozie z ludźmi – oddychały dwutlenkiem węgla, ludzie zaś tlenem. Na parterze zawsze było o parę stopni więcej niż w sypialniach na wyższych piętrach, ponieważ ciepło wydzielały rośliny i pozornie zimne światło, którego nigdy nie wyłączano. Na parter szedł prawie cały cenny przydział elektryczności i dosłownie cała racja gazu do ogrzewania, oszczędzana na czasy, kiedy będzie tak zimno, że tylko energia promienista zdoła utrzymać rośliny przy życiu. Rodzina spędzała na parterze wolny czas; na dwóch wyższych piętrach były wyłącznie sypialnie.

Każdą niedzielę klan Christianów poświęcał roślinom – podlewaniu, nawożeniu, myciu, usuwaniu zeschłych liści i łodyg, wyrywaniu chwastów i eliminowaniu szkodników. Wszyscy uwielbiali to zwolnione odświętne tempo. Nikt nie uważał tego za uciążliwy obowiązek, bo nagrodą była wspaniała oranżeria. W niedziele przenosili również do numeru 1047 rośliny, które tydzień stały w klinice, a inne wymieniali na ich miejsce.



16 из 330