
Ten dzień był dla dr. Christiana jednym z najczarniejszych dni w miesiącu. Należało wypełnić różne formularze i wysłać je do Holloman, Hartford i Waszyngtonu, aby zaspokoić apetyt biurokratów na sprawozdania. Był to dzień opłat wszystkich podatków i uporządkowania ksiąg rachunkowych. Zwykle nie odwiedzał kliniki w tym dniu, który nazywał Dniem Pokuty, ale kryzys w gronie Pat-Patek pojawił się zupełnie niespodziewanie i doktora ciekawiło, co inni sądzą o wypadkach, jakie zaszły w salonie Pat-Patki numer pięć.
Mama podała mu filiżankę kawy, James kieliszek koniaku. Dla dr. Christiana jedzenie – nawet to przyrządzone przez mamę mogło istnieć lub nie. Ale połączenie naprawdę doskonałej kawy z koniakiem – pomyślał, rozkoszując się z przymkniętymi oczami bukietem Bisąuit Napoleona – z całą pewnością może rozgrzać człowieka od pępka aż po kość ogonową. W tych czasach jest to najlepsza rzecz, którą można zrobić przed pójściem do łóżka. Prawdopodobnie dlatego spożycie wysokoprocentowego alkoholu po posiłkach tak wzrosło w ostatnich latach, a zwyczaj picia drinków przed obiadem zupełnie zanikł.
Pradziadek i dziadek ze strony ojca byli hurtownikami francuskich win i koniaków – a także ich smakoszami; dlatego też wyposażyli piwnice w imponujące zapasy. Oczywiście z biegiem lat wina skwaśniały. Piwnica była zbyt zimna, co równie szkodziło, jak ciepła spiżarnia. Ale koniaki zachowały się i chociaż przez Kanadę, Rosję, Skandynawię i Syberię pełzły lodowce z przerażającą szybkością, Francja nadal produkowała koniaki i armaniaki. Zapasy rodziny Christianów zatem uzupełniono. Nikt z rodziny nie pił zbyt wiele wina; koniak miał większą wartość.
