
– Kurczę, zupełnie jakbym otworzyła puszkę Pandory, mówiąc im o swoim załamaniu! – ciągnęła Patti Fane. – Jak pan myśli, dlaczego kobiety robią taką tajemnicę z tego, że zgłaszają się do KSDD, prosząc o przyznanie prawa do drugiego dziecka? Doktorze, każdziuteńka z Pat-Patek, rok w rok pisała do nich podania! A czy któraś przyznała się do tego? Skąd! No i dlaczego żadna z nas nie wylosowała czerwonej kulki? Zdumiewające!
– Chyba nie – powiedział łagodnie. – Szansę w loterii KSDD mają się jak dziesięć tysięcy do jednego, a was przecież jest tylko siedem.
– Ale wszystkie jesteśmy dobrze sytuowane, przeszłyśmy wszystkie testy i badania po ślubie i urodziłyśmy pierwsze dziecko, no i czekałyśmy tak długo…
– Mimo to i tak nie macie wielkich szans, Patti.
– Aż do dzisiaj – powiedziała z lekkim grymasem. – Zabawne, od razu pomyślałam, że Marg Kelly wygląda na niesamowicie zadowoloną, gdy tylko ją zobaczyłam, ale wszystkie zaczęły wypytywać, co się ze mną stało i medytować nad stanem mojego umysłu, samopoczuciem i czy pogodziłam się z losem – przerwała i uśmiechnęła się do dr. Christiana ze szczerą wdzięcznością. – Gdybym wtedy nie podsłuchała tych dwóch kobiet mówiących o panu, doktorze, nie wiem, co bym ze sobą zrobiła.
– Margaret Kelly? – przypomniał jej.
– Wyciągnęła czerwoną kulkę.
Mógł jej opowiedzieć, co zdarzyło się potem, ale tylko skinął głową zachęcając pacjentkę do przedstawienia tej historii.
– Mój Boże! Nigdy pan nie widział, żeby jakieś kobiety tak szybko się zmieniły. Siedziałyśmy sobie, piłyśmy kawę i rozmawiałyśmy jak przez te wszystkie lata, gdy nagle Cynthia Cavallieri – dziś spotkałyśmy się w jej domu – no więc Cynthia spojrzała na Marg i zapytała, dlaczego wygląda jak kot, który dobrał się do śmietanki, a Marg powiedziała, że właśnie dostała list z KSDD informujący, iż zezwolono jej na drugie dziecko.
