
Patti Fane zamilkła, jakby znów zobaczyła scenę w salonie Cynthii Cavalieri. Zadrżała i wzruszyła ramionami.
– Wszystkie zamarły. Pokój i tak był zimny, jak zwykle, ale przysięgłabym, że w ułamku sekundy temperatura spadła do zera.
A potem Daphne Chomik nagle zerwała się z krzesła. Nigdy nie widziałam, żeby ruszała się tak szybko! Jeszcze przed sekundą siedziała, a już w następnej stała nad biedną Marg Kelly, wyrywała jej z ręki dokumenty i… i… nigdy w życiu nie słyszałam czegoś takiego z ust Daphne! Wie pan, my, Pat-Patki zawsze podśmiewałyśmy się trochę z Daphne, z jej biegania po kościołach i tych kazań o dobrych uczynkach i działalności dobroczynnej. Zawsze musiałyśmy uważać, co mówimy, kiedy Daphne była w pobliżu. A ona stała tam dzisiaj i darła dokumenty na drobne kawałeczki, oskarżając Nathana Kelly o to, że zrobił jakieś machlojki z KSDD, bo jest rektorem uniwersytetu, a jego przodkowie przypłynęli na „Mayflower”. A potem powiedziała, że to jej należało się pozwolenie, bo wychowałaby drugie dziecko w bojaźni bożej – tak, jak Stacy’ego, podczas gdy Marg i Nathan nauczyliby je nie wierzyć w Boga. I dodała, że żyjemy niegodnie i po barbarzyńsku, wbrew prawom bożym, że nasz kraj nie powinien przystać na traktat w Delhi i nie rozumie, jak Bóg dopuścił do tego, że Jego słudzy byli wśród tych, którzy podpisali traktat. Wreszcie zaczęła miotać najstraszniejsze przekleństwa – nigdy nie przypuszczałam, że Daphne w ogóle zna takie słowa! Oszkalowała biednego starego Gusa Rome, papieża Benedykta i wielebnego Leavona Knox Blacka!
