
Po trzech lub czterech krokach zatoczył się i omal nie upadł. Pozwoliłem mu wówczas oprzeć się na moim ramieniu, po czym, noga za nogą, ruszyliśmy przez las w kierunku drogi.
Rozdział III
W tumanach pyłu
Nie miałem pojęcia, czy powinniśmy skierować się na północ czy na południe. Gdzieś na północy stacjonowała armia Ascian, było więc możliwe, że jeśli zanadto zbliżymy się do linii frontu, w wyniku błyskawicznego manewru którejś ze stron znajdziemy się niespodziewanie w zasięgu walk; jednak, im dalej na południe, tym mniejsze były szansę, że natrafimy na kogoś, kto mógłby nam pomóc, tym większe zaś, że zostaniemy aresztowani jako dezerterzy. W końcu skręciłem na północ. Bez wątpienia uczyniłem to w znacznej mierze z przyzwyczajenia i po dziś dzień nie jestem pewien, czy postąpiłem słusznie czy też nie.
Rosa zdążyła już obeschnąć, a na pokrytej pyłem nawierzchni drogi nie widać było żadnych śladów. Po obu jej stronach, na trzy i więcej kroków w głąb lasu, rośliny miały jednolicie szarą barwę. Wkrótce drzewa i krzewy zostały za nami, droga zaś zaprowadziła nas w dół łagodnego zbocza aż do mostu przerzuconego nad niewielką rzeką płynącą dnem kamienistej doliny.
Zeszliśmy nad wodę, aby zaspokoić pragnienie i obmyć twarze. Nie goliłem się od chwili, kiedy wyruszyłem znad jeziora Diuturna, wiec choć w kieszeniach żołnierza nie znalazłem brzytwy, to jednak zapytałem go, czy może ma ją przy sobie.
Wspominam o tym mało znaczącym wydarzeniu, ponieważ dopiero wtedy nabrałem pewności, że rozumie, co do niego mówię. Skinął głową, po czym sięgnął pod kolczugę i wyjął niedużą brzytwę, wykonaną przez wiejskiego kowala z połówki starej podkowy.
