Dostrzegł też trzy chaty. Dwie stały około stu jardów od Folwarku, a trzecia, samotna, wyżej na cyplu. Miał wrażenie, że bliżej morza widzi również fragment czwartego dachu, ale nie był tego pewien. Mógł to być równie dobrze występ skalny. Ponieważ Dalgliesh nie wiedział, który dom jest Chatą Nadziei, doszedł do wniosku, że najrozsądniej będzie zacząć od bliższej pary. Wyłączył silnik samochodu i zastanawiał się, co robić. Po raz pierwszy usłyszał morze: ów łagodny bezustanny rytmiczny pomruk, jeden z najtęskniejszych i najbardziej przejmujących dźwięków w przyrodzie. Wciąż nic nie wskazywało na to, że ktoś zauważył jego przyjazd; cały cypel pogrążony był w milczeniu, nawet ptaki nie śpiewały. Dalgliesh wyczuwał coś dziwnie złowrogiego w tej pustce i ciszy. Nawet łagodne popołudniowe słońce nie mogło rozproszyć tego wrażenia.

Podjechał do chat, lecz i wówczas jego przybycie nie przywołało do okna żadnej twarzy, na ganku nie pojawiła się postać w sutannie. Dwa stare parterowe domki z wapienia miały ciężkie kamienne dachy, typowe dla tej okolicy, popstrzone jasnymi poduszeczkami szmaragdowego mchu. Chata Nadziei stała z prawej strony, a Wiary z lewej. Ich nazwy wymalowano stosunkowo niedawno. Trzecia z nich, usytuowana nieco dalej, była prawdopodobnie Chatą Miłości. Dalgliesh wątpił, czy ojciec Baddeley przyłożył ręki do nadania im tych nazw. Nie musiał czytać mian na furtce, by zorientować się, w którym domku mieszka ksiądz. Ponieważ staruszek zupełnie nie dbał o estetykę otoczenia, trudno było przypuszczać, by zawiesił perkalowe zasłonki, kosz z pnącym się bluszczem, fuks j e nad drzwiami Chaty Wiary czy też żeby artystycznie rozmieścił po obu stronach ganku pomalowane na jaskrawożółty kolor doniczki z nie przekwitłymi jeszcze letnimi kwiatami. Dwa grzyby – produkt masowej betonowej twórczości – stały po obu stronach furtki i kojarzyły się z typowym przedmieściem Londynu.



13 из 305