Dalgliesh wręcz zdziwił się, że nie przycupnęły tu jeszcze figurki krasnoludków. Chata Nadziei, dla odmiany, pozbawiona była wszelkich ozdób. Pod oknem stała jedynie solidna dębowa ławka, gdzie można było wygrzewać się w słońcu, a ganek zagracał dodatkowo zestaw kijów oraz stary parasol. Okna zasłonięte Uranami z jakiegoś ciężkiego materiału w kolorze ciemnej czerwieni.

Nikt nie odpowiedział na pukanie do drzwi, można się było tego zresztą spodziewać. Oba domki sprawiały wrażenie pustych. Drzwi zamknięto tylko na zasuwę. Po chwili wahania Dalgliesh odsunął ją i wkroczył w ponure wnętrze, które swym ciepłym, nieco stęchłym, książkowym zapachem natychmiast przeniosło go o trzydzieści lat wstecz. Odciągnął zasłony i do pomieszczenia wpadło światło. Teraz policjant rozpoznał znajome sprzęty: okrągły palisandrowy stół na jednej nodze, pokryty kurzem, ustawiony na środku pokoju, sekretarzyk pod ścianą; fotel z wysokim oparciem i wyściełanymi bokami, tak stary, że spod wystrzępionej tapicerki wyłaziły trociny, a przez zniszczone siedzenie prześwitywało nagie drewno. Czyżby wciąż był to ten sam fotel? Smutek pamięci musi być jakimś nostalgicznym omamem. Lecz był jeszcze inny przedmiot – równie znajomy i stary. Za drzwiami wisiał czarny płaszcz ojca Baddeleya, a nad nim zniszczony sflaczały beret.

To właśnie widok owego płaszcza uświadomił Dalglieshowi, że coś jest nie w porządku. To, iż gospodarz nie wyszedł na powitanie, było dziwne, ale dawało się wyjaśnić. Pocztówka mogła się zawieruszyć albo nagle wezwano księdza do Folwarku, ewentualnie ojciec Baddeley pojechał do sklepu w Wareham i nie zdążył na powrotny autobus. Możliwe nawet, że zupełnie zapomniał o spodziewanym gościu. Lecz jeśli gdzieś wyszedł, to dlaczego nie włożył płaszcza? Trudno sobie wyobrazić, by nosił coś innego bez względu na porę roku.

Wówczas dopiero Dalgliesh zwrócił uwagę na coś, co jego wzrok musiał wcześniej bezwiednie zanotować: stosik arkuszy na sekretarzyku, wszystkie z nadrukiem czarnego krzyża. Policjant podniósł jeden z nich i podszedł do okna w nadziei, że lepsze światło udowodni, iż nie ma racji. Jednak o błędzie nie mogło być mowy. Przeczytał, co następuje:



14 из 305