
POWIEDZIAŁEM: NIE. NIC NIE JEST OSTATECZNE. NIC NIE JEST ABSOLUTNE. OPRÓCZ MNIE, MA SIĘ ROZUMIEĆ. TAKIE IGRASZKI Z PRZEZNACZENIEM MOGĄ DOPROWADZIĆ DO ZAGŁADY ŚWIATA. MUSI POZOSTAĆ SZANSA,CHOĆBY NAJMNIEJSZA. PRAWNICY LOSU ŻĄDAJĄ FURTKI W KAŻDYM PROROCTWIE.
Ipslore wpatrywał się w nieprzejednane oblicze Śmierci.
— Muszę im dać szansę?
TAK.
Puk puk puk wybijały palce Ipslore’a na metalu laski.
— Więc dostaną tę swoją szansę — oświadczył. — Kiedy piekło zamarznie.
NIE. NIE JESTEM UPOWAŻNIONY, BY INFORMOWAĆ CIĘ, NAWET SWOIM MILCZENIEM, O BIEŻĄCYCH TEMPERATURACH NA TAMTYM ŚWIECIE.
— Zatem… — Ipslore zawahał się. — Dostaną swoją szansę, kiedy mój syn odrzuci swoją laskę.
ŻADEN MAG NIE ODRZUCI SWOJEJ LASKI, rzekł Śmierć. ZBYT SILNY JEST ZWIĄZEK.
— Ale musisz przyznać, że to możliwe. Śmierć zastanowił się. „Musisz” nie było słowem, do słuchania którego był przyzwyczajony. Po chwili jednak uznał rację maga. ZGODA.
— Czy to wystarczająco mała szansa? DOSTATECZNIE MOLEKULARNA. Ipslore uspokoił się nieco.
— Niczego nie żałuję — powiedział prawie normalnym głosem. — Zrobiłbym to jeszcze raz. Dzieci to nasza nadzieja na przyszłość. NIE MA NADZIEI NA PRZYSZŁOŚĆ, oświadczył Śmierć.
— Więc co nas tam czeka?
JA.
— Ale poza tobą?
Śmierć spojrzał na niego ze zdziwieniem. SŁUCHAM?
Sztorm nad nimi osiągnął szczyt. Jakaś mewa przeleciała obok nich, tyłem.
— Chciałem powiedzieć — wyjaśnił z goryczą Ipslore — że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowi} się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
— Przeklinam cię!
JAK WIELU PRZED TOBĄ, odparł Śmierć niewzruszenie.
— Ile czasu mi jeszcze zostało?
Z tajemnych zakamarków swej szaty Śmierć wyjął dużą klepsydrę. Dwie jej części umieszczone byty w prętach czarnych i złotych, a prawie cały piasek przesypał się już do dolnej.
