* * *

Poczuł ekscytację połączoną z prawie religijnym uniesieniem. Drzewo. Kora i sok, zapach lasu i unoszące się nad głową liście. Drzewo. Ale również gleba i woda, powietrze i światło, wszystkie te elementy łączyły się z pojęciem drzewa. Chłopiec myślał o nich i wyobrażał sobie, że jest korą, liśćmi i korzeniami, a następnie powietrzem i wodą.

– Wintrowie.

Chłopiec powoli odwrócił oczy od powstającego przed nim drzewa i z wysiłkiem skupił wzrok na uśmiechniętej twarzy młodego kapłana. Berandol pokiwał głową z aprobatą. Wintrow na chwilę zamknął oczy, wstrzymał oddech, po czym wraz z wydechem uwolnił się od swojego zadania. Kiedy otworzył oczy, zrobił nagły wdech, jak po długim przebywaniu w głębokiej wodzie. Pstrokate światło, słodka woda, lekki wietrzyk – natychmiast wszystko Zniknęło. Chłopiec znajdował się w klasztornej pracowni, zimnym pomieszczeniu, którego ściany i podłoga wyłożone były kamieniem. Czuł, jak zimno podłogi kłuje go w gołe stopy. Oprócz jego stołu w dużej sali stał tuzin innych. Przy trzech spokojnie pracowali podobni Wintrowowi chłopcy, ich senne ruchy sugerowały, że młodzieńcy działają w transie. Jeden plótł koszyk, dwaj inni w mokrych szarych dłoniach obrabiali glinę.

Wintrow wpatrywał się w leżące przed nim na stole błyszczące kawałki szkła i diament do cięcia. Piękno witrażowego wizerunku, który zesztukował, zadziwiało nawet jego samego, a jednak ciągle jeszcze nawet nie otarł się o cud, jakim jest prawdziwe drzewo. Musnął obrazek palcami, przesunął nimi po pniu i pełnych gracji gałęziach, chociaż świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że pieszczenie witrażu niewiele się różni od dotyku własnego ciała. Za sobą usłyszał cichy oddech Berandola. Wintrow był bardzo skupiony i czuł, jak jego myśli zbiegają się z myślami kapłana. Obaj odczuwali tę samą cześć. Przez jakiś czas stali nieruchomo, milcząco sławiąc cud ich boga, Sa.



16 из 391