Skóra chłopca przestała się buntować z powodu szorstkości burej szaty nowicjusza. Gdy Wintrow i młody kapłan dotarli do wielkich drewnianych wrót i wyszli do ogrodów klasztoru, chłopiec ponownie był już sobą, chociaż ledwo trzymał się na nogach. Miał wrażenie, że właśnie się zbudził z długiego snu, ale tak śmiertelnie znużony, jak gdyby przez cały poprzedni dzień wykopywał ziemniaki. Teraz szedł w milczeniu obok Berandola, tak jak nakazywał klasztorny zwyczaj. Mijali mężczyzn i kobiety ubranych w zielone szaty kapłanów lub odzianych na biało akolitów i akolitki. Kiwali im głowami, wymieniając pozdrowienia.

Doszli do szopy z narzędziami i nagle Wintrow poczuł niepokojącą pewność, że właśnie tam się kierują i że spędzi resztę popołudnia na pracy w słonecznym ogrodzie. Innym razem może cieszyłby się z tego powodu, lecz po wielogodzinnym przebywaniu w zaciemnionej pracowni oczy chłopca były bardzo wrażliwe na światło. Berandol dostrzegł, że jego młody towarzysz się ociąga.

– Wintrowie – zbeształ go łagodnym tonem. – Porzuć obawę. Kiedy za bardzo skupiasz umysł na dręczących cię kłopotach, nie potrafisz cieszyć się aktualną chwilą. Człowiek, który martwi się o to, co może mu się później przydarzyć, traci ze strachu ważne życiowe momenty i zatruwa się powziętymi przedwcześnie sądami. – Berandol nierzadko przemawiał ostrym, mentorskim tonem. – Sądzę, że zbyt często ulegasz tego typu sądom. Jeśli nie zostaniesz przyjęty do stanu kapłańskiego, bardzo prawdopodobne, że właśnie z tej przyczyny.

Chłopiec z przerażeniem popatrzył na swego towarzysza. Jego twarz na moment stężała w ogromnym strapieniu. Potem jednak zrozumiał, że Berandol jedynie go prowokuje, i uśmiechnął się. Młody kapłan odpowiedział uśmiechem.

– Jeżeli niepokoję się o coś z góry, łatwiej mi uniknąć późniejszego niepowodzenia – zauważył.

Berandol dobrodusznie szturchnął smukłego chłopca łokciem.



18 из 391