Pozostałe wielkie węże jeden po drugim uwolniły długie ciała z przywierającego błota i starej skóry. Wszyscy, nawet Sessurea, wstali z głębin i poczęli krążyć w ciepłej wodzie tuż pod powałą Krainy Obfitości, łącząc się w rytualnym tańcu. Podążą zatem na północ, z powrotem do wód, z których przybyli już tak dawno temu, że jedynie bardzo nieliczni zatrzymali wspomnienie tamtych wydarzeń.

1. O PIRATACH I KAPŁANACH

Kennit szedł brzegiem, nie zważając na słone fale, które obmywały mu buty, lizały piaszczystą plażę i zalewały ślady stóp. Nie przestawał śledzić wzrokiem nierównego pasa wyrzuconych przez wodę wodorostów, muszli i pniaków. Zaczął się odpływ i każda kolejna przykrywająca ląd fala była krótsza od poprzedniej. Kiedy słona woda cofnie się po ciemnym piasku, pojawią się starte fragmenty iłołupka i kępy wodorostów, które obecnie jeszcze kryły się pod falami.

Po drugiej stronie Wyspy Innego Ludu, w Zatoce Fałszywej, kotwiczył dwumasztowy żaglowiec Kennita, “Marietta”. Kapitan przywiódł go tam, gdy poranne wiatry przegnały z nieba ostatnie ślady burzy. Trwał jeszcze wtedy przypływ i ostre skały słynnej zatoczki niechętnie wyłaniały się spod spienionej zielonej piany. Ze statku Kennit i Gankis przypłynęli na gigu, przemknąwszy się między pokrytymi pąklami skałami. Wysiedli na maleńkim półksiężycu ciemnej piaszczystej plaży, która całkowicie znikała, kiedy burzowe wiatry pędziły na nią ogromne fale. W górze majaczyły łupkowe klify, a rośliny zimozielone – tak ciemne, że wydawały się niemal czarne – chyliły się niepewnie, stawiając opór dominującym wiatrom. Nawet Kennitowi, człowiekowi o stalowych nerwach, wspinaczka skojarzyła się z wkraczaniem w paszczę potwora.

Kennit i Gankis zostawili chłopca pokładowego imieniem Opal na straży przy gigu, ponieważ niestrzeżonym statkom i łodziom w Zatoce Fałszywej często przytrafiały się dziwaczne i nieszczęśliwe wypadki. Gdy kapitan rozkazywał Gankisowi pójść ze sobą, kątem oka dostrzegł paniczny strach w oczach pozostawianego przy wyciągniętej na brzeg łódce chłopca. Kennit i Opal wymienili spojrzenia, po czym kapitan zagapił się przez ramię na zalesione szczyty klifów, wreszcie wpatrzył się niespokojnie w miejsce postoju “Marietty”. Statek naprężał się na kotwicach, jakby pragnął dać się porwać nurtowi pędzącemu obok ujścia zatoczki.



3 из 391