
– Ach, to się nigdy nie uda – przerwał paplaninę starca. – Zobacz, co mi się przypadkowo zaplątało w kieszeni. Coś z ich plaży. Bądź tak dobry i pobiegnij to oddać. Zwróć Innemu i dopilnuj, by odłożył w bezpieczne miejsce.
Gankis zagapił się na niego.
– Nie mamy czasu. Zostawmy je tutaj, panie! Musimy wracać na statek, zanim rozbije się na skałach, albo załoga będzie musiała odpłynąć bez nas. Następny przypływ, który pozwoli bezpiecznie wpłynąć do Zatoki Fałszywej, przypada dopiero za miesiąc. A wiesz, że żaden człowiek nie przeżyje nocy na tej wyspie.
Marynarz zaczynał grać Kennitowi na nerwach. Jego skrzekliwy głos przeraził maleńkiego, fruwającego w pobliżu zielonego ptaszka.
– Idź, powiedziałem ci! Idź!
Kapitan wykrzyczał to bardzo ostrym tonem i poczuł ulgę, widząc, że stary wilk morski wyrywa mu medalionik z ręki i biegiem zawraca.
Kiedy zniknął z pola widzenia, Kennit uśmiechnął się do siebie szeroko. Pospieszył ścieżką w stronę górzystego wnętrza wyspy. Po pewnym czasie znacznie się oddalił od miejsca, gdzie zostawił Gankisa, i zszedł ze szlaku. Stary marynarz nigdy go nie znajdzie, będzie zmuszony odpłynąć bez niego, a wtedy wszystkie cuda wyspy Innego Ludu będą należeć do Kennita.
– Nie całkiem, bo ty będziesz należał do nich.
Szept był tak cichutki, że nawet wrażliwe uszy młodego pirata ledwie go wychwyciły. Kapitan zwilżył wargi i rozejrzał się wokół siebie. Słowa podziałały na niego niczym chlust zimnej wody. Wiedział, że planował coś zrobić, ale nie pamiętał co.
– Już prawie wpadłeś w ich ręce. Na tej ścieżce moc płynie w obie strony. Magia zachęca cię do pozostania na drodze, ponieważ tylko na niej jesteś bezpieczny, Inni jednakże kuszą cię, byś się zagłębił w ich świat. Magia chroni ich świat przed ludzką ingerencją, lecz oni sami pragną cię dopaść. Jeśli zdołają cię przekonać do opuszczenia ścieżki, wpadniesz w ich łapy i nic ci już nie pomoże. To nie jest mądry ruch.
