Kennit podniósł nadgarstek na wysokość oczu. Miniaturka jego własnej twarzy uśmiechała się do niego kpiąco. Talizman ożył, drewno przybrało odpowiednie kolory. Rzeźbione kędziorki były równie czarne jak włosy kapitana, a twarz podobnie opalona; oczy miały teraz znaną młodemu piratowi barwę złudnego, bladego błękitu.

– Już myślałem, że zamawiając ciebie zrobiłem zły interes – mruknął Kennit do maleńkiego oblicza.

Amulet parsknął z pogardą.

– Moje zdanie o tobie jest podobne – zauważył cienki głosik. – Zacząłem już podejrzewać, że przywiązano mnie do nadgarstka jakiegoś łatwowiernego głupca, który niemal natychmiast doprowadzi mnie do zguby. W dodatku podważasz sens czarów. Pewnie nie wierzysz, że właśnie je od ciebie odpędziłem.

– Jakich czarów? – zapytał Kennit.

Usta talizmanu wykrzywiły się w lekceważącym uśmieszku.

– Tych, które odczułeś po drodze tutaj. Ulega im niemal każdy, kto chodzi tą ścieżką. Magia Innego Ludu jest tak silna, że żaden człowiek nie zdoła przejść przez ich ziemię nie czując jej. Wabią wszystkich. Na ścieżce wisi urok, powodujący ociąganie się. Ludzie mają ochotę wypuścić się na wędrówkę, ale odkładają zwiedzanie na następny dzień. Na jutro. A równocześnie na nigdy. Tak bywa ze wszystkimi. Niestety, twoja mała pogróżka związana z kociętami trochę zaniepokoiła mieszkańców tej wyspy i postanowili cię skusić do zejścia ze ścieżki i użyć jako narzędzia, za którego pomocą pozbędą się zwierząt.

Kennit pozwolił sobie na nieznaczny uśmiech satysfakcji.

– Nie przewidzieli, że mogę posiadać talizman, chroniący mnie przed ich magią.

Maleńka twarz wydęła usta.

– Uzmysłowiłem ci jedynie istnienie czarów. Świadomość uroków jest najsilniejszym talizmanem przeciwko nim. Co do mnie, nie posiadam żadnych magicznych zdolności. Nie mogę rzucić na członków Innego Ludu uroków ani stłumić ich czarów. – Błękitne oczy na maleńkim obliczu spoglądały to w lewo, to w prawo. – W dodatku, jeśli nadal będziesz tu stał i gawędził ze mną, obu nas może spotkać coś przykrego. Zaczyna się odpływ. Wkrótce mat będzie musiał zdecydować, czy pozostawić na wyspie swego kapitana, czy też pozwolić “Marietcie” roztrzaskać się na skałach. Radzę ci pędzić do Zatoki Fałszywej.



37 из 391