Buty Kennita ślizgały się na rozmokłych wodorostach. Rozgniatając pąkle, młody pirat gramolił się po skalistym brzegu za chłopcem i gigiem. Gankis biegł przed nim. W końcu obaj dopadli łodzi. Niepotrzebne były żadne rozkazy. Wszyscy trzej chwycili górną krawędź nadburcia gigu i spychali go na cofające się fale. Zanim ostatni z nich wdrapał się do łodzi, byli doszczętnie przemoczeni. Gankis i chłopiec złapali za wiosła i zanurzyli je w wodzie, podczas gdy Kennit zajął miejsce na rufie. “Marietta” podnosiła obwieszoną wodorostami kotwicę. Wiosła walczyły z żaglami i odległość między statkiem i łodzią zmniejszyła się. Gig znalazł się obok “Marietty” i marynarze zrzucili z góry haki. Łódkę przymocowano do statku i w kilka minut później Kennit znalazł się na pokładzie “Marietty”. Za sterem stał Sorcor i natychmiast, gdy zobaczył bezpiecznego kapitana na pokładzie, obrócił kołem i wykrzyczał rozkazy, dzięki którym statek ostro ruszył do przodu. Wiatr wypełnił żagle i cisnął “Mariettę” na nadchodzącą falę, w rwący nurt. Pchany siłą podmuchu statek zaczął się oddalać od niebezpiecznych zębatych skał Zatoki Fałszywej.

Kennit rozejrzał się pokładzie. Jeden rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Chłopiec pokładowy wręcz się skulił, kiedy na niego spojrzał. Kennit nic nie powiedział, tylko patrzył, ale chłopak zdawał sobie sprawę, że kapitan nie przeoczył jego nieposłuszeństwa, i że nie zapomni. Jaka szkoda. Chłopiec miał zapewne ładne, gładkie plecy; jutro nie będą już tak nieskalane. Jutro Kennit się z nim rozprawi. Jutro. Niech sobie chłopak poczeka na baty, niech się podenerwuje i porozmyśla nad własnym tchórzostwem.



39 из 391