– Och, statku – szepnęła łagodnym, modlitewnym głosem – pomóż mi stawić mu czoło. – Potem wstała, znowu absolutnie pewna swoich racji.

Kiedy szła do kwater kapitańskich po oblanym zmierzchającym światłem pokładzie, nikt na nią nie patrzył. Wszyscy marynarze nagle byli bardzo zajęci albo po prostu udawali, że jej nie widzą. Althea nie odwracała się, nie sprawdzała, czy za nią spoglądają. Wyprostowana i z podniesioną głową zmierzała ku swemu przeznaczeniu.

Zastukała głośno do drzwi kwatery kapitana i poczekała na burkliwą odpowiedź. Kiedy ją usłyszała, weszła i stanęła nieruchomo, przyzwyczajając oczy do żółtego światła latarni. Nagle poczuła straszliwą tęsknotę za domem. Bardzo tęskniła, jednak nie za lądową rezydencją Vestritów, ale za tą właśnie kajutą, taką, jaką była kiedyś. Wspomnienia przyprawiły dziewczynę o zawrót głowy. Jeszcze nie tak dawno na tamtym haku wisiał nieprzemakalny płaszcz jej ojca, a powietrze pomieszczenia wypełniał zapach jego ulubionego rumu. W tamtym narożniku ojciec zawiesił jej hamak; przed laty, gdy zgodził się, by zamieszkała na pokładzie “Vivacii”. Tu mógł się lepiej opiekować córką. Althea czuła gniew, widząc rozgardiasz, jaki Kyle wprowadził do tego pokoju. Zdusił jego domowy nastrój. Gwóźdź z buta nowego kapitana porysował wypolerowane podłogi. Ephron Vestrit nigdy nie zostawiłby tak map i nie tolerowałby widoku poplamionej koszuli przerzuconej przez oparcie krzesła. Nie zezwalał, by gdziekolwiek na pokładzie panował brud – łącznie z własnymi kwaterami. Zięć ojca Althei, Kyle, najwyraźniej nie przywiązywał wagi do tych spraw.

Dziewczyna z obrzydzeniem przestąpiła rzuconą na podłogę parę spodni i stanęła przed siedzącym przy stole kapitanem. Kyle ignorował ją przez chwilę, nadal studiując jakieś symbole na mapach.



47 из 391