
Kyle ciągle ją ignorował, jawnie tym prowokując dziewczynę. Stała cierpliwie, milcząc i starała się panować nad wzburzeniem. Po pewnym czasie mężczyzna podniósł wzrok i przyjrzał się jej. Oczy Kyle'a były błękitne i tak niepodobne do bacznych czarnych oczu jej ojca, jak i jego niesforne blond loki niepodobne były do gładkiego czarnego warkocza Ephrona Vestrita. Po raz kolejny Althea ze zdumieniem zastanowiła się, co opętało jej starszą siostrę, że zapragnęła takiego męża. Chalcedzkie pochodzenie Kyle'a było widoczne zarówno w jego manierach, jak i w wyglądzie. Starała się, by pogarda nie ujawniła się na jej twarzy; niestety, nie do końca potrafiła nad sobą zapanować. Zbyt długo już przebywała z tym człowiekiem na morzu.
Ich ostatnia podróż przedłużała się bez końca. Kyle rozciągnął zwykle trwający dwa miesiące (wraz z załadunkiem i wyładunkiem) zwykły rejs w dół wybrzeża Chalced w pięciomiesięczną podróż, pełną niepotrzebnych postojów, z niewielką liczbą intratnych handlowych wycieczek. Althea była przekonana, że Kyle wysila się, by pokazać jej ojcu, jaki przebiegły potrafi być kupiec. Na niej postępowanie szwagra bynajmniej nie zrobiło wrażenia. W porcie o nazwie Kieł Kyle zacumował i wziął na pokład marynowane kacze jaja, które zawsze i dla wszystkich stanowią raczej niepewny ładunek; do Brygantynowa przybył w ostatniej chwili, zanim się zepsuły. Tam załadował tak wiele bel bawełny, że wypełniły nie tylko ładownie, ale także część pokładu.
