– Ależ nie – odparła spokojnie. – Tę pracę wykonałam sama. Ojciec nauczył mnie, że jeśli marynarz na pokładzie statku widzi robotę dla siebie, wykonuje ją. Tak właśnie postąpiłam. Rozmieściłam beczułki, tak jak ustawiłby je mój ojciec, gdyby tu był. Ten ładunek wygląda teraz jak wszystkie inne, jakie widziałam, odkąd skończyłam dziesięć lat. Zaszpuntowane i pełne beczułki, odpowiednio ustawione w narożnikach. Wino jest bezpieczne i jeśli jeszcze się nie zepsuło z powodu częstego potrząsania, powinno przynieść dobrą cenę, gdy dotrzemy do Miasta Wolnego Handlu.

Policzki Kyle'a zaróżowiły się, a Althea zapytała siebie, jak Keffria znosi przy sobie męża, który – rozgniewany – się rumieni. Naprężyła ramiona. Kiedy jej szwagier przemówił, jego głos nie był podniesiony, ale w intonacji czuło się jawne pragnienie krzyku.

– Twojego ojca tu nie ma, Altheo. Dokładnie to staram się ci powiedzieć. Jestem kapitanem tego statku i wydałem rozkazy związane z tym ładunkiem. A ty odwołałaś je za moimi plecami. Nie mogę pozwolić, żebyś stawała między mną i moją załogą. Siejesz niezgodę.

– Pracowałam sama – odrzekła spokojnie. – Nie wydawałam załodze żadnych rozkazów, nie mówiłam nawet nikomu, co zamierzam zrobić. Nie wchodziłam między ciebie i załogę. – Mocno zacisnęła szczęki, aby nie powiedzieć więcej. Powstrzymała się przed oświadczeniem Kyle'owi, że w kontaktach z załogą przeszkadza mu jego własna niekompetencja. Marynarze, którzy poszliby dla jej ojca na śmierć, teraz w dziobówce mówili otwarcie, że po powrocie do Miasta Wolnego Handlu zapewne zaokrętują się na inny statek. Kyle był o krok od zniszczenia starannie wyselekcjonowanej załogi, którą jej ojciec zbierał przez ostatnie dziesięć lat.

Szwagier z wściekłością zareagował na jej zaprzeczenia.

– Wystarczy, że działasz wbrew moim poleceniom. Takie postępowanie podważa mój autorytet. Twój zły przykład niepokoi moich ludzi i niestety jestem zmuszony nałożyć na ciebie karę.



50 из 391