
Ubrała go w szlafrok, po czym przeciągnęła z sąsiedniego pokoju do kuchni, na wielką sofę. Posłuży mu za łóżko, a kuchnia jest najcieplejszym pomieszczeniem w domu. Rozłożyła koce i postawiła na piecu garnek z mlekiem. Gdy już się zagrzało, dolała doń porządną porcję whisky, posłodziła i przytknęła napój do jego warg.
– Wypij to – powiedziała zdecydowanie.
Podporządkował się poleceniu. Kiedy skończył pić, głowa zwisła mu bezwładnie na jej ramieniu. Zdołała dociągnąć go do sofy i otulić kocami. Poczuła, że gwałtownie zadygotał, choć skórę miał nadal suchą i gorącą.
Zaczynała się niepokoić. Gdyby działał telefon, mogłaby wezwać pogotowie, a tak dopiero rano będzie mogła liczyć na jakąś pomoc. Dołożyła do ognia grubych pniaków, doprowadzając temperaturę do poziomu, przy którym mogła włączyć prościutki, domowy system centralnego ogrzewania.
Przez następne parę godzin czuwała przy nim, co jakiś czas podsycając płomień. Patrząc na zbiega, starała się sobie przypomnieć, co o nim mówiono w radiu. Jedyne, co przychodziło jej do głowy, to zapamiętany fakt, że gwałtownie bronił się przed aresztowaniem. Barczyste plecy i wielkie, potężne dłonie budziły respekt nawet teraz, gdy tak bardzo wychudł. Miał trzydniowy zarost, ale łatwo przyszło jej odgadnąć, że dobiega czterdziestki, ma pociągłą twarz, wystające kości policzkowe i mocną szczękę. Niebieskawo czarny zarost na tle bladej skóry wyglądał jak siniaki, a brwi tworzyły nad oczami wyraźną, niemal prostą linię. Kirsty zaskoczyły jego usta. Były pełne i szerokie, co tworzyło dziwny kontrast z ogólnym mizernym wyglądem. Usta te cały czas poruszały się, mamrocząc w gorączce słowa, których nie rozumiała. Co jakiś czas na chwilę otwierał oczy i patrzył na Kirsty niewidzącym spojrzeniem, po czym znów je na długo zamykał.
