
– Ja? Skądże znowu! Jestem wysoka, chuda i mam kościstą twarz.
– Jesteś smukła jak wierzba i masz twarz Madonny z obrazu El Greca – powiedział po prostu.
Musiał zauważyć jej zakłopotanie, bo następnego dnia przyniósł album z reprodukcjami El Greca. Patrząc na Hiszpanki o głęboko osadzonych oczach z długimi rzęsami, uświadomiła sobie, że rzeczywiście wygląda podobnie. Przeoczyła jednak istotniejsze podobieństwo, które kryło się w kontraście między ascetycznymi twarzami kobiet, a ich zmysłowymi ustami.
– Czy wy dwoje nie macie nic innego do roboty? -zgromił ich wtedy groźny głos Jacka.
Unieśli głowy i spotkali jego złowrogie spojrzenie.
– Jest pora lunchu – łagodziła sytuację Kirsty – Peter pokazuje mi książkę.
– Jest już po lunchu, a my nie mamy czasu na bzdurne książki.
Rozzłoszczonej Kirsty nie przyszło do głowy, że Jack, który nie mógł się pochwalić właściwie żadnym wykształceniem, poczuł się zapewne odrzucony i zagrożony. Wieczorem wytknęła mu złe zachowanie i doszło do kłótni.
– Nie pozwolę, by się do ciebie umizgiwał! – krzyczał Jack.
– On tego nie robi – powiedziała z oburzeniem.
– Robi – włączył się Caleb. – Widziałem, jak przyglądał się tobie, gdy patrzyłaś w inną stronę. Wiem, o czym myśli… – Słowa zamarły mu na ustach, gdy Jack odwrócił się ku niemu z dziką wściekłością w oczach.
– Zamknij swą śmierdzącą gębę, albo sam to zrobię! Nazajutrz Peter w ogóle nie przyszedł. Jack wyjaśnił:
– Wyrzuciłem go i powiedziałem, co zrobię, jeśli będzie się kręcił koło spódnicy mojej żony.
– Peter nic dla mnie nie znaczy – odparła twardo Kirsty. – Dobrze o tym wiesz.
– Czyżby? W twojej głowie jest takie miejsce, do którego ja nie mam dostępu. Skąd mam wiedzieć, co się tam dzieje?
