
Jack nie wrócił na noc, a nad ranem znaleziono ciało Petera. Leżał w strumieniu, w małym jarze, twarzą do dołu.
O morderstwo oskarżono Jacka. Zawzięcie dowodził swej niewinności, twierdząc, że szedł za Peterem tylko kawałek, a potem zboczył na wrzosowiska, po których włóczył się całą noc. Oprócz Kirsty i Caleba nikt mu jednak nie wierzył, Jack nie zyskał tu sobie szacunku i sympatii. Poza tym w pubie było tamtego wieczora wielu mieszkańców wioski, którzy słyszeli gwałtowne oskarżenia, jakie rzucał w stronę chłopca. Widzieli jego wściekłą nienawiść. Peter był natomiast ulubieńcem wszystkich. Sąsiedzi potępili człowieka, którego uznali za jego mordercę, i obrócili gniew na kobietę, której tajemnicze piękno spowodowało tragedię. Nazwali ją czarownicą, która doprowadziła do zguby niewinnego młodzieńca. Nagle Kirsty utraciła wszystkich przyjaciół.
Otuchy dodawała jej nadzieja, że w sądzie dowiedziona zostanie niewinność Jacka. Do procesu jednak nigdy nie doszło. Po trzech miesiącach spędzonych w więzieniu Jack zmarł na zawał serca. W ostatnich chwilach przed śmiercią trzymał Kirsty za rękę i mówił zduszonym głosem:
– Nie zrobiłem tego… jestem nie… niewinny… Powiedz, że mi… że wierzysz…
– Tak, wierzę ci – szepnęła żarliwie. Przepełniona litością dla umierającego, dorzuciła jeszcze nawet: – Wierzę ci, kochanie.
Na pogrzebie stał przy niej tylko Caleb. Pozostał z nią jeszcze do wiosny, ale potem odszedł i Kirsty została z całą farmą na swojej głowie. Latem zaś w ogóle się nie pojawił i Kirsty musiała od tej pory wynajmować przygodnych robotników – z reguły ludzi, których inni nie chcieli zatrudnić. Z taką pomocą ledwo sobie radziła ze słabymi r plonami.
Bała się wybrać do Ollershaw. Sąsiadki naprawdę traktowały ją jak czarownicę i na jej widok pośpiesznie odwracały oczy. Zła sława Kirsty przyciągała za to mężczyzn. Niektórzy z nich rozbierali ją wzrokiem i szukali tylko pretekstu, by porozmawiać z nią na osobności. Nienawidziła tych spojrzeli. Czaiły się w nich sugestie, że kobieta taka jak ona, niezamężna i od dłuższego czasu samotna, musi teraz do bólu pragnąć mężczyzny. Paru z nich nie omieszkało zresztą wybrać się do Everdene po zmroku. Odstraszały ich dopiero wystrzały z dubeltówki.
